Ten blog powstał, aby rozkręcić bieganie w Zielonej Górze i okolicach miasta. Jest też po to, aby pokazać biegaczy i udowodnić, że bieganie uszczęśliwia, wyszczupla, odmładza, wzmacnia ciało, rozjaśnia umysł, no i zwiększa ochotę na seks Chcesz pobiegać z nami? Napisz na: biegamy@zielona.agora.pl
sobota, 22 listopada 2014

Mamy przyjemność, zaprosić wszystkich biegaczy i nie tylko na II Charytatywny Trening Mikołajkowy ZGZB, który odbędzie się w sobotę 6 grudnia o godz. 11 na Wzgórzach Piastowskich w Zielonej Górze.
Po treningu zapraszamy na wspólną biesiadę na której serwować będziemy słodkości oraz ciepłą herbatę. Będzie również możliwość upieczenia kiełbasek na ognisku.
Całkowity dochód z wpisowego zostanie przeznaczony na zakup paczek mikołajkowych dla podopiecznych Świetlicy Socjoterapeutycznej GNIAZDO.
Wpisowe można przelewać na konto ZGZB, wpisując w tytule przelewu "wpisowe trening mikołajkowy". Można również wspomóc nas bezpośrednio przynosząc w dniu treningu słodycze.


Zielona Góro Zacznij Biegać

20:44, lu.woznicki
Link Komentarze (1) »
wtorek, 18 listopada 2014

14 września 2014 r. stanęliście na starcie III LOTTO Półmaratonu Zielonogórskiego, by na sportowo podsumować Winobranie 2014. Jeśli macie ochotę raz jeszcze przemierzyć z nami ulice Zielonej Góry, zapraszamy do obejrzenia filmu. Może znajdziecie na nim siebie...

A my...? Zaczynamy prace do IV Półmaratonu. Są różne pomysły, plany, koncepcje. Z pewnością będzie on inny od tych, które już były. Śledźcie nasze poczynania, bo już z początkiem nowego roku uruchomimy zapisy. Wierzę, że do ZG przyjedzie jeszcze więcej biegaczy zmierzyć się z naszą "górską" trasą, heh...

Małgosia 

09:06, lu.woznicki
Link Komentarze (2) »
niedziela, 09 listopada 2014

Biegaczki, biegacze! Wtorek (najbliższy) jest dla większości dniem wolnym od pracy. Nie ma zatem sensu, byśmy spotykali się na treningu dopiero wieczorem i tuptali po ulicach naszego miasta.

Wprowadzamy niedzielny porządek zajęć, czyli zbiórka o godz. 9.30 na parkingu przy amfiteatrze. Kto ma ochotę pobiegać i nie wyjeżdża na żaden niepodległościowy start, zapraszamy!

atom & zawa

19:37, lu.woznicki
Link Komentarze (2) »
piątek, 07 listopada 2014

Taaak. Na zdjęciu, ten pierwszy z prawej, to jestem ja - Maciej Orciuch. Jest rok 2010. Ważę 120 kg. Pracuję jako pracownik administracji samorządowej w Urzędzie Marszałkowskim. O tym, że miałbym zacząć biegać, nawet nie myślę. Ze sportów uprawiam tylko... siedzenie przed telewizorem oraz siedzenie przy grillu na działce:

 

Mija rok. Jest wrzesień 2011. Wtedy postanawiam coś ze sobą zrobić. Zapowiadam, że zacznę się odchudzać. I to dość ostro. Córka mówi, że nie dam rady. Przecież zapowiadałem to samo już kilka razy i nic z tego nie wychodziło.

Zakładamy się. Wygram, gdy do końca roku zejdę z wagą do 90 kg. Jeśli nie, wygra córka.

Ważę na tyle dużo, że do wszelkiej aktywności fizycznej muszę podchodzić ostrożnie. Wybieram rower stacjonarny. Jeżdżę codziennie przez godzinę, stopniowo dokręcając sobie obciążenie. Odstawiam słodycze, colę i inne słodkie napoje gazowane, ziemniaki, pieczywo, nie obżeram się. Tak mija mi końcówka września, październik, listopad, większość grudnia.

W wigilię jest komisyjne ważenie. Mam 90 kg. Wygrałem zakład.

Nie chcę jednak na tym poprzestać i znów się zapuścić. Nadal trzymam dietę, nadal jeżdżę na rowerze stacjonarnym. Wiosną - w kwietniu przypadkiem poznaję ludzi, którzy chodzą z kijami. Przyłączam się do nich. Chudnę wtedy jeszcze bardziej - do 84 kg. W czerwcu podejmuję decyzję, że zacznę też biegać. Zaczynam nie od treningów, tylko od startu w drugiej odsłonie Parszywej Dwunastki. Chociaż jestem kompletnie bez przygotowania biegowego, pokonuję trasę, cały czas biegnąc, w godzinę i 16 minut. Na mecie słyszę, że we wrześniu odbędzie się pierwszy półmaraton w Zielonej Górze. Podejmuję wyzwanie. Jeszcze chodzę z kijami, ale już zaczynam także przygotowania do półmaratonu. Zaczynam biegać. Trenuję sam, głównie po Wzgórzach Piastowskich.

We wrześniu staję na starcie pierwszego półmaratonu. Zakładam sobie, że do mety chciałbym dotrzeć w 2:15. Udaje mi się. Wtedy odstawiam kije. Zajmuję się tylko bieganiem. Jest 23 września 2012 r. Na pamiątkę po przygodzie z kijkami pozostaje mi medal z mistrzostw świata w Nordic Walking z Jakuszyc 2012.

Przez właścicieli sklepu Run Planet poznaję ludzi, którzy biegają. Zaczynają się wspólne treningi, grupy, rozmowy, plany kolejnych startów. Nie boję się już myśli o dziesiątce, dwunastce czy półmaratonie. Ale do tematu "mój pierwszy maraton" zabieram się bardzo ostrożnie. Uważam, że nie zdecyduję się na to wcześniej niż w 2015 r.

Tyle że ten plan szybko wali się w gruzach, a dzieje się tak, bo w październiku dowiaduję się, że za chwilę zaczynają się zapisy do jubileuszowego - 40. Maratonu Berlińskiego, który odbędzie się we wrześniu 2013 roku. Po co mam zwlekać do 2015 r.? - myślę sobie. Podejmuję błyskawiczną decyzję, rejestruję się i... jest!!! Już w październiku wiem, że jestem na liście startowej. W 10 minut dostałem się do grona szczęśliwców - którzy pobiegną w jubileuszowej edycji jednego z największych maratonów na świecie.

Zabieram się za przygotowania, treningi, starty w półmaratonach, innych biegach. Pojawia się też taka myśl, żeby wiosną na próbę wystartować w maratonie w Krakowie. Zimą nabijam kilometry. W kwietniu przed startem w Krakowie jestem już w stanie pobiec jako pacemaker Półmaratonu Przytok na 2:00.

Niedługo po tym staję na starcie w Krakowie. Ale traktuję to wyłącznie jako próbę przed Berlinem. Tam będzie mój prawdziwy debiut, tutaj jest tylko i aż test dla mojego ciała, psychiki, organizmu. Nie myślę też o walce z czasem. Biegnę bardzo swobodnie. Dwa kilometry przed metą jestem już pewny, że dam radę. Widzę finisz na Błoniach. Przez ostatni kilometr do oczu napływają łzy. Łzy wzruszenia. Finiszuję z czasem 4:19.

Po Krakowie cały czas bawię się bieganiem. Nie mam żadnego parcia na wyniki i łamanie barier, nie korzystam z rozpiski, ale zwykle z przyjemnością wybieram się na treningi i zaliczam sporo imprez biegowych. W Sobótce przekonuję się, że te imprezy to nie zawsze słońce i uśmiech na twarzy startujących, tylko czasami ekstremalne przeżycie - temperatura poniżej minus 10, zamarznięta woda w kubeczkach i przenikliwy wiatr, od którego na mecie nie czuje się swojej twarzy.

Moja waga cały czas zjeżdża w dół i niemal co noc śni mi się, że wbiegam na ostatnią prostą w Berlinie, przebiegam pod Bramą Brandenburską. I wreszcie nadchodzi czas Berlina. Staję na starcie, czuję, że to taki mój prawdziwy maratoński debiut. Chcę z tej okazji złamać cztery godziny. Ruszamy i od startu jest niesamowicie. Publika, muzyka, atmosfera nie do opisania - wszystko, co niesie do mety. Tłumy, naprawdę tłumy kibiców wzdłuż całej trasy. A mój wyśniony bieg układa mi się w sposób... wyśniony. Połówkę kończę spokojnie w czasie 2:01. Potem przyspieszam. Nie wpadam na żadną ścianę, nie dopadają mnie bóle, kryzysy, skurcze. Wbiegam na ostatnią prostą, która śniła mi się mnóstwo razy. Przez ostatni kilometr krzyczę. Ręce trzymam w górze i drę się tak z radości do samej mety. Na zegarze widzę czas: 3:50. Drugą połówkę przebiegłem więc o wiele szybciej niż pierwszą - w godzinę i 49 minut. Dopiero teraz czuję się prawdziwym maratończykiem, mimo że przecież pół roku wcześniej ukończyłem Kraków.

Od Berlina bieganie przestaje być dla mnie jednym z elementów i warunków dalszego odchudzania. Zaczynam traktować to poważniej, ale bez przesady. Planuję starty, szukam planów treningowych. Zakładam bariery, które chcę złamać na dystansach: 10 km, półmaratonu i maratonu.

Dzięki bieganiu poznaję też mnóstwo ludzi. Szybko w kręgach zielonogórskich amatorów biegania zyskuję nowy pseudonim artystyczny - „Morciu”, a później „Morciu Harpagan”. Coraz więcej trenuję z różnymi grupami biegowymi. Ale ciągle są treningi, na które wybieram się sam. Nie trzymam się planów jak regulaminu wojskowego. Wychodzę z założenia, że bieganie przede wszystkim ma sprawiać mi przyjemność. Nie muszę osiągać czasów za wszelką cenę. Kiedy jestem przeziębiony, kiedy jest wredna pogoda, to po prostu odpuszczam trening.

Założyłem sobie, że w 2014 r. pobiegnę dychę w okolicach 45 minut. Wyszło mi 41,07 w Górze. Na półmartonie chciałem osiągnąć czas poniżej 1:40. W Pile udało mi się przebiec w 1:33. Na maraton założenie było na 3:30. 12 października w Poznaniu wpadłem na metę w czasie 3:27. „Atom” pękał z zazdrości ;)

Ale jeszcze grubo przed Poznaniem poczułem, że długie dystanse już nie sprawiają mi problemu. I tak oto zrodził się pomysł, by zmierzyć się ultramaratonem i wystartować w Karkonsokiej Stówce. I cóż... Wyszło tak, że pierwsza stówka jest jeszcze ciągle przede mną. W czerwcu w Karkonoszach musiałem zrezygnować na 53. kilometrze, bo złapała mnie kontuzja łydki. Ale na pewno wrócę tam w przyszłym roku i poznam trasę do samego końca!

 

Dziś ważę 76 kg, zrzuciłem więc 44 kilogramy. Dzięki regularnemu bieganiu nie muszę teraz jakoś specjalnie troszczyć się o dietę. Mogę pozwalać sobie na wszystko. Bieganie dalej mnie bawi i myślę, że będzie mnie bawić jeszcze długie lata. Złamałem bariery, które chciałem złamać. W tej kwestii już nic nie muszę sobie udowadniać. Zresztą dla mnie bieganie to nie jest nieustanna walka z rekordami. Gdy mam ochotę i czuję się dobrze, walczę o życiówkę. Ale gdy mnie ktoś poprosi o dotrzymanie towarzystwa lub o poprowadzenie na czas dla niego satysfakcjonujący, wtedy nie ścigam się, tylko gadam lub pomagam. Czyjaś życiówka i czyjś uśmiech na mecie to dla mnie większa nagroda niż własny wynik. Jeśli chodzi o moje spełnienie czy niespełnienie, w głowie tkwi jeszcze ta stówka. Ale pokonam ją. Będę wybierał sobie inne ciekawe biegi.

Co powiem ludziom, którzy dziś ważą za dużo i myślą, że nigdy nie przebiegną nawet kilometra, nie mówiąc już nawet o maratonie? Po prostu spróbujcie. Zacznijcie powoli. Spacerujcie, chodzenie z kijami też na początek będzie OK. Nie myślcie o tempie, długich dystansach i o własnych rekordach. To przyjdzie z czasem.

Bieganie na pewno jest świetnym sposobem na odchudzanie. A później może się okazać, że jest także świetnym sposobem na życie, jak stało się u mnie.

opowieść Morcia Harpagana spisał Atom Huragan

PS

W konkursie na najśmieszniejsze rozwiązanie fotozagadki wygrywa odpowiedź nadesłana przez Bartosza W.: - To grube coś siedzące po prawej chyba zjadło Morcia ;-) Tylko twarz została. Na szczęście już wypluło.

19:37, lu.woznicki
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 03 listopada 2014

Niezależnie od tego, czy jesteś rodzinnym kombi z rosnącym przebiegiem i aspiracjami czy aerodynamicznym bolidem ścigającym się w biegowej Formule 1, jedno jest pewne - po sezonie potrzebujesz zjechać do pit stopu. Jak każdy potrzebujesz roztrenowania.

Ciało człowieka często porównuje się do maszyny. Czemu zatem nie porównać go do samochodu? Analogia jest uzasadniona z przynajmniej dwóch powodów.

Po pierwsze, organizm składa się z milionów małych części, które tworzą podzespoły. Te z kolei połączone są w układy tworzące całość. Złożone zależności między systemami i wysoki poziom technologii użyty do połączenia części, wcale nie muszą być znane użytkownikowi. Czy statystyczny kierowca wie dokładnie, jak działa silnik? Nie, ale wie, że co jakiś czas samochód potrzebuje przeglądu, aby kierowca mógł z niego korzystać bezawaryjnie.

Po drugie, podobnie jak maszyna, intensywnie eksploatowane ludzkie ciało bez serwisu i przerw w pracy bezkontuzyjniesłużyć nam nie będzie. Ludzki organizm, w przeciwieństwie do samochodu, jest machiną obdarzoną umiejętnością daleko posuniętej regeneracji. Niemniej praca na wysokich obrotach zdolność tę zmniejsza i może doprowadzić do awarii.

Zawodowi sportowcy, podobnie jak zawodowi kierowcy, mają za sobą cały sztab ludzi, który w krótkim czasie jest w stanie zdiagnozować problem i doprowadzić organizm-maszynę do pełnej sprawności. U biegacza amatora ten zespół często sprowadza się do jednej osoby - jego samego. Dlatego powinniśmy umieć odczytywać sygnały, które wysyła nasz organizm, i na posezonowe zmęczenie zafundować sobie pit-stop w postaci roztrenowania.

Roztrenowanie to czas od dwóch do czterech tygodni, który przypada na przełom października i listopada, kiedy to kończą się najważniejsze starty, a natężenie imprez biegowych spada. Biegacze funkcjonują zazwyczaj w takim oto cyklu: późną jesienią i zimą budują formę, wiosną ją szlifują i do końca sezonu startują w zawodach. Jesienne roztrenowanie to niezbędna część cyklu, by do budowania formy przystąpić z nową mocą.

To, czy okres ten będzie trwał dwa, trzy czy 4 tygodnie, zależy od tego, na jakim poziomie zaawansowania biegowego jesteśmy. Jeśli bieganie traktujemy bardziej poważnie, wykonujemy plany treningowe, startujemy w zawodach i mierzymy w konkretne czasy, roztrenowanie jest naszym obowiązkiem.

Jeśli jesteśmy początkujący, biegamy dwa, trzy razy w tygodniu od tegorocznej wiosny i jest to nasza jedyna aktywność fizyczna, to roztrenowanie nie jest konieczne. Nasz organizm ma wystarczająco dużo czasu na regenerację. Nie znaczy to, że mamy zapominać o odpoczynku. Warto wpleść do codziennej rutyny kilka nowych nawyków charakterystycznych dla roztrenowania, które przyspieszą regenerację.

W czasie roztrenowania powinniśmy się skupić przede wszystkim na odpoczynku. Podczas regularnego treningui startów w zawodach mimo naszych najszczerszych chęci, żeby wszystko odbywało się zgodnie ze sztuką, w ciele nagromadziło się mnóstwo napięć. Powstały drobne urazy w mięśniach i ścięgnach, których organizm nie jest w stanie naprawić. Stało się tak między innymi dlatego, że biegając, powtarzaliśmy ciągle jeden wzorzec ruchu. W okresie roztrenowania powinniśmy zupełnie zrezygnować z biegania lub ograniczyć je do minimum. Minimum, czyli 30-minutowego truchtu dwa razy w tygodniu.

Oprócz napięć fizycznych pojawiło się też napięcie psychiczne. Choć lubimy bieganie, to ciągły rygor jedzeniowy i treningowy, oczekiwania względem wyników, ewentualne niepowodzenia mogły sprawić, że mamy go serdecznie dosyć.

Podczas roztrenowania musi odpocząć też głowa. Warto spotkać się częściej niż zwykle ze znajomymi, zjeść coś „zakazanego”, przeczytać książki, na które mieliśmy ochotę, a nie mieliśmy czasu, i obejrzeć zaległe filmy. Pozwólmy sobie na trochę błogiego nieróbstwa i dużo śmpijmy (min. 8 godzin na dobę). Sen pobudza produkcję hormonu wzrostu i przyspiesza regenerację.

Ważne, aby do biegania wracać z chęcią, pozytywnym nastawieniem, aby być głodnym biegania.

Rozbrat z bieganiem wcale nie oznacza, że mamy przestać być aktywni fizycznie. Nie możemy pozwolić na to, by nasze podzespoły zardzewiały. Bawmy się innymi dyscyplinami sportu!

Cały tekst Pawła Jeleniewskiego znajdziecie na PolskaBiega.pl

19:47, lu.woznicki
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 października 2014

W lesie na Wzgórzach Piastowskich ostatnio widzieliśmy głównie ciemność. Dlatego musimy się stamtąd wycofać, przynajmniej w dni powszednie.

Oto nasz nowy rozkład biegowy:

wtorki i czwartki - godz. 18.30, zbiórka na parkingu przy Urzędzie Miasta

niedziele - godz. 9.30, zbiórka na parkingu przy amfiteatrze

Biegamy teraz bez rozpiski, ale założenia są takie, że we wtorki i czwartki treningi będą krótsze ok. 10-12 km, a w niedziele trochę dłuższe.

Nowy cykl rozpiskowy zaczniemy ok. 20 listopada i wtedy prawdopodobnie wrócimy do biegania cztery razy w tygodniu (sam mam nadzieję, że do tego czasu wrócę na biegowy szlak, ale na ten czas muszę zrobić przerwę, bo kolano na maratonie zastrajkowało i jak kontrolowałem w czwartek, to strajku jeszcze nie skończyło).

A teraz pasjonująca Fotozagadka:

 

Proszę rozpoznać na tym zdjęciu bardzo znanego i ogromnie lubianego zielonogórskiego maratończyka. Dla ułatwienia dodamy, że ów maratończyk przebiegł ostatni Poznań w 3:27.

Odpowiedzi wysyłajcie na biegamy@zielona.agora.pl i pamiętajcie, że decyduje data stempla pocztowego :)

atom



12:47, lu.woznicki
Link Komentarze (6) »
sobota, 18 października 2014

W sobotę 25 października o godz. 11 w Czerwieńsku wystartuje Ronin Race - bieg przełajowy na dystansie 10,5 km. Nie ma wpisowego, nie ma też pakietów startowych. Ale za to można się pościgać na ciekawej trasie. Organizatorzy zapewniają opiekę medyczną, a po biegu szatnie, natryski, przyjazną atmosferę i zapraszają uczestników biegu na wspólne posiedzenie przy grillu.

Jeśli ktoś ma ochotę wystartować, proszę zapisać się poprzez stronę super-sport.com.pl

A już w najbliższą niedzielę (19 października) o godz. 10 odbędzie się zapoznanie z trasą Ronin Race. Zbiórka chętnych... Tak na sto procent nie wiem, ale strzelam, że przy Hali Sportowej Lubuszanka :)

atom

17:59, lu.woznicki
Link Komentarze (1) »
piątek, 17 października 2014

Pierwsze i najważniejsze pomaratońskie postanowienie jest takie, że w sobotę 18 października spotykamy się o godz. 19 w pubie Barcelona w celu uzupełnienia płynów po dłuuugim biegu.

Przy czym, kto nie zaliczył długiego biegu też oczywiście niech wpada i płyny uzupełnia. Przyda się na przyszłość :)

Stolik został zarezerwowany na 15 osób. Jeśli zbierze się więcej, to na pewno coś się wymyśli. Miejsca siedzące mają zagwarantowane ci, którzy na trasie w Poznaniu cierpieli najbardziej.

Informacje o kolejnych postanowieniach pojawią się już wkrótce! Dziś tylko tyle, że w najbliższy weekend (18-19 października) żadnych innych treningów, oprócz uzupełniania płynów, nie organizujemy.

atom

12:13, lu.woznicki
Link Komentarze (1) »
czwartek, 16 października 2014

Czy maratońskie rany już się wam zagoiły? Jeśli tak wpadajcie dziś (czwartek 16 października) o godz. 18 pod amfiteatr. Zrobimy lekkie - ok. 10 km rozbieganie po maratonie. Spróbujemy omówić, jak dalej trenować i radzić sobie ze zmrokiem. Wiem też, że padną dwie propozycje - takie rzekłbym okołotowarzysko biegowe :)

atom

10:04, lu.woznicki
Link Komentarze (2) »
wtorek, 14 października 2014

12.10.2014r!!!!! Poznań!!!!

Ta data i miejsce zapisały się już na zawsze w katalogu "najważniejsze wydarzenia w moim życiu".

Zrobiłam to! Pokonałam Smoka Maratona!

Przebiegłam....cały, calutki, caluteńki dystans 42,195 km.

Bez ściemy, bez przerw na "przemarsz wojsk"!

Radość moja nie zna granic :-) jestem przeszczęśliwa, dumna i czuję się spełniona......

Mówią, że rozmiar nie ma znaczenia......to nie jest prawda! 42,195 km ma wielkie znaczenie!

Pozwólcie, że odpuszczę sobie pisanie tekstu w stylu: sobota - pakiety odebrane, w hali Targów spotkaliśmy ludków z Zielonej, napstrykaliśmy sobie fotek.....





niedziela: pobudka o 6:30, jedynka, dwójka, oklejam to i tamto ;-) zjadam kanapkę z dżemorem, "popijam kawą nad Gazety plamą", jedziemy na start, znowu pstrykamy sobie fotki.....



wciągam żel znanej włoskiej marki i ustawiam się za balonami, szukam Zająca Estebana (znowu się skubaniec spóźnia)....włączam Garniaka i jestem gotowa na przygodę..........w tłumie znajduję Brata (i zostawiam o na 2km - siostra roku).

Wyświetlanie 20141012_090123.jpg

Nie będę też zdawać relacji z tego jakim tempem biegłam, czy to było zgodne z założeniami, na którym kilometrze zaczęło coś szczykać, kłuć i drętwieć, ile żeli i bananów pochłonęłam, i czy ilość wypitego izotona zmieściłaby się w mojej wannie......

Żadnych odniesień do mojego czasu i gdybania o ile mógłby być lepszy gdyby nie pogoda, kontuzja, trzęsienie ziemi na Madagaskarze..... itp itd 

To, że atmosfera była wspaniała, że impreza zorganizowana była profesjonalnie..... też nie będę pisała!

To wszystko, ze szczegółami, napewno ktoś napisze.

Ja chcę poprostu wykrzyczeć tutaj swoją radość :-) a nawet zatańczyć .....byle nie w rytmie Zumby (wtajemniczeni wiedzą dlaczego ;-) ).

HHHHHHUUUUUURRRRRRRAAAAAAAA jestem M A R A T O N K Ą :-)

I chcę też podziękować za kilka miesięcy wspólnych treningów, znoszenie moich fochów, marudzenia i głupich pomysłów, za korygowanie, kontrolowanie, naprostowywanie i wkładanie do łepetyny wiedzy niezbędne w wersji łopatologicznej.....dzięki Bartez :-) polecam się oczywiście na przyszły sezon i obiecuję być jeszcze bardziej krnąbrna i wkurzająca :-D

Wyświetlanie 2014-10-14 19.55.46.jpg

Ps. na koniec taka króciutka dygresja.....nie wygrałam VOLVO!!!! FOCH !!!!!!!!



ps. nr 2 Recenzent określił ten tekst jako krnąbrny.....hmmmmm :-)

pozdrawiam

Malina

22:30, lu.woznicki
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 53
↑ top | | design by kate_mac