Ten blog powstał, aby rozkręcić bieganie w Zielonej Górze i okolicach miasta. Jest też po to, aby pokazać biegaczy i udowodnić, że bieganie uszczęśliwia, wyszczupla, odmładza, wzmacnia ciało, rozjaśnia umysł, no i zwiększa ochotę na seks Chcesz pobiegać z nami? Napisz na: biegamy@zielona.agora.pl
sobota, 18 kwietnia 2015

„Ja to się lubię porządnie sponiewierać” powiedział Janusz do Stacha znad wegeburgera. „Nie ma to jak triatlon stary, wyciska z Ciebie wszystko. Sześć treningów w tygodniu, a potem po paru miechach zaczynasz zawody i to jest dopiero petarda! Przez tydzień dochodzisz do siebie.”

„Eee, ja tam bardziej wiesz tradycyjnie WSK: wino, śpiew, kobiety. Co najwyżej mogę dychę przebiec, no może półmaraton, ale to maks!” odpowiedział Stachu, na końcu robiąc lekką pauzę i bekając przegłośno spojrzał na kończącą się puszkę piwa.

„Ej, no to mam coś dla Ciebie” mlaskając dodał Janusz.

„No… dajesz chudzielcu” rzucił Stach posyłając puszkę lobem do kubła na śmieci. „Kurde, znowu nie trafiłem…”.

„Pozbieraj to brudasie! (Janusz, nie dość, że wege, to jeszcze ekolog, strasznie trudny typ do współżycia dla przeciętnego mieszkańca średniego miasta w Polsce, jakim jest Stach – uwaga autora), a teraz słuchaj: Połówka w Zielonej Górze!”.

„Nooo, to mi się podoba, wreszcie zaczynasz kminić, wyznawco strączków i hummusa, flaszeczkę chętnie zrobię, ale czemu w Zielonej akurat?” powiedział Stach z szelmowskim uśmieszkiem unosząc lewą brew (zawsze czynił taki gest, jak miał kosmate myśli).

„Mówię o półmaratonie w Zielonej Górze, ty żulu!” zirytował się Janusz, choć nie powinien, znają się od piaskownicy i pierwszych zabaw w sumo, które Janusz zawsze sromotnie przegrywał, nie wiedzieć czemu. Może dlatego, że Stachu był dwa razy cięższy… Nie, to chyba dzięki technice.

„Ale skąd tam WSK: wino, śpiew, kobiety?” ciągnął zawadiacko Stach.

„Człowieku, Winobranie – mówi Ci to coś?”

„Nooo, ludzie zbierają winogrona. Ale frajda, normalnie jadę tam, w sumie to już tam pojechałem” zakpił Stachu. „Ale zazwyczaj to robią gdzieś we Francji, czy we Włoszech, nie?”

„Dureń! W Zielonce, od lat we wrześniu organizują święto wina. Mają taki duży pchli targ, pełno ludzi, można na legalu pić wino na ulicy, od niedawna nawet mają lokalne. Poza tym koncerty, kabarety i inne imprezy” przekonywał Janusz.

„No dobra, to wino jest, pierwszy punkt odhaczony, a dalej?” ciągnął Stachu z większym zainteresowaniem.

„Na trasie półmaratonu grają zespoły. Z roku na rok jest ich coraz więcej. Na scenie podczas biegu też non stop dudni muza. Nie wspomnę o koncertach winobraniowych” namawiał Janusz. „ W tym roku będą Coma, OSTR, Bracia Figo Fagot i Dżem, wystarczy?”

„Tja… ale zapomniałeś o najważniejszym, pochłaniaczu kiełków”.

„Są, są, spokojna Twoja poczochrana!”

„No ja myślę!”

„Jest ich całe mnóstwo: w biurze zawodów, podczas rozgrzewki, na trasie, jako wolontariat, podczas masaży, w karetce – mam nadzieję, że tych nie będziesz miał okazji poznać. Kobiety tam są wszechobecne, powiadam Ci!” ciągnął Janusz.

„A kiedy ten capstrzyk?”

„Co?!?”

„No kiedy ten półmaraton, szczawiu?”

„ 13 września, ale imprezy trwają od 5 września, wtedy rusza Winobranie. IV Novita Półmaraton Zielonogórski jest pod koniec Winobrania, w niedzielę”

„WSK w Zielonej Górze… A Ty jedziesz strąkmanie?”

„Jacha, to największa impreza biegowa w Lubuskiem, mam ją wpisaną w cykl treningowy. Trasa trochę wymagająca, jest parę podbiegów, ale jak się przygotujesz, to bez problemu dasz radę. No, może piwko ogranicz zdeka”.

„Chyba żartować raczysz!” zakpił Stachu.

„Zawsze można spróbować przeciągnąć Cię na jasną stronę mocy” zripostował Janusz.

„No dobra, przekonałeś mnie , masz jakieś dodatkowe info, zapisy coś ten teges?”

„Wejdź na http://www.polmaratonzielonogorski.pl/ i mi nie truj. Poczytaj sobie. Tam wszystko jest”.

„No dobra, bez nerw zieleniaku”.

 

Nieważne, czy jesteś typowym Januszem, czy Stachem, czy jeździsz na WSK, czy na Romecie. Jeżeli kumasz czaczę oraz lubisz bieganie i imprezowanie (my akurat odwrotnie), nie może Cię zabraknąć na IV NOVITA Półmaratonie Zielonogórskim! Pamiętaj, 13 września, Zielona Góra! Szczegóły na www.polmaratonzielonogorski.pl

 

W imieniu organizatorów oraz wujka mojej siostry ciotecznej zapraszam!

De Jot

20:11, lu.woznicki
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 kwietnia 2015

I oto zapowiadany wcześniej Marek Czapliński. W sobotę objechał z nami całą trasę Przytoku na rowerze, swoim długim obiektywem złapał wszystkich biegaczy oraz owieczki w Łazie. A w niedzielę Marek sam stanął na starcie półmaratonu w Poznaniu i trzasnął życiówkę!

TO JEGO GALERIA.

10:18, lu.woznicki
Link Komentarze (2) »
niedziela, 12 kwietnia 2015

kciuki1

Im dłużej żyję, tym głębiej utwierdzam się w przekonaniu, że świat wypełnia niesprawiedliwość. No bo zobaczcie - z jednej strony sztab ludzi angażuje się w organizację biegu, np. półmaratonu w Przytoku. Zakładam, że w tym sztabie każdy stara się grać swoją rolę rzetelnie. Idźmy dalej. Setki amatorów biegania szykują się do startu w półmaratonie. Pilnie trenują. Po tym na trasie rwą do mety. Kontrolują tempo. Pot się z nich leje. Sapią niczym parowozy. Na mecie zwykle kalkulują, że kilka sekund było jeszcze do urwania. Itp. itd.

Ale wieczorem się okazuje, że starania rzeszy ludzi zostają w tle, a konkurs na bohatera dnia wygrywa się, stając w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie, czyli akurat tam, gdzie coś się dzieje i gdzie łypnie oko kamery. Oto przyjeżdża sobie człowiek, od niechcenia, bez wielkiego wysiłku odstawia króciutki spektakl, który przejdzie do historii jako Tomek-Dance, i rozbija bank! Ludzie są zachwyceni, cieszą się, biją brawo, błagają o powtórki. Niewykluczone, że w dalszej rzeczy kolei nastąpią wywiady, autografy i wizyty w zakładach pracy...

Nie wiem, czy Tomek-Dance już bije rekordy oglądalności w sieci. Nawet gdyby tak było, nie szukam. Nikomu nie sprzedam linka, ponieważ Tomek to jeden z moich ulubionych biegaczy, a w Przytoku podzielił się ze mną swoim kuponem na posiłek i napój orzeźwiający! Mam nadzieje, że mi wybaczy ten przydługawy wstęp. Temat pt. Tomek-Dance zamykam już na zawsze w ścianach Piekarni Cichej Kobiety. Kto nie był i nie widział, niech żałuje!

Sobota, 11 kwietnia to był dłuuugi, piękny i wyjątkowy dzień. Nie chcę siać bzdur i powtarzać plotek, w których nie ma ziarna prawdy, ale ponoć fantazja w biegowym narodzie nie ginie, a naszym najdzielniejszym sobota skończyła się w niedzielę o godz. 8 rano. Tak słyszałem. Sam zresztą przeżyłem w sobotę trzy wyjątkowe historie. 1. Prawie zdobyłem nagrodę za ostatnie miejsce w biegu. 2. Prawie pierwszy raz w życiu zobaczyłem, jak wygląda w środku X-Demon. 3. I tu już bez słowa „prawie”! Miałem okazję stanąć z wami wszystkimi na starcie w urokliwym, magicznym Przytoku.

Wacław Hansz, główny organizator imprezy, patrzy na naszą akcję tak... rzekłbym z dwóch stron. Z jednej strony przychylnie, lecz z drugiej strony z obawą. Nie dowierza, że ktoś - bez przeszłości sportowej - może ot tak podnieść się z kanapy i w 10 tygodni przygotować się do startu w półmaratonie. Lękliwa część prezesa Lubuskiego TKKF podpowiada mu, że nasza akcja oznacza kłopoty. Może nawet śmiertelne kłopoty... Kiedy w piątek po południu domawialiśmy ostatnie szczegóły startu i było już jasne, że sobota zapowiada się słoneczna i nieomal upalna, Hansz ciął czarnym humorem: - Przesądny nie jestem, ale 13. edycja biegu, prognoza jak z prawdziwego lata, debiutanci na trasie... Jutro o tej porze pewnie będę już siedział w więzieniu, albo tłumaczył się na policji, jako odpowiedzialny za organizację biegu z ofiarami...

Ponieważ jestem człowiekiem wrażliwym i wiem, że prezes TKKF ma rodzinę oraz odpowiedzialną pracę, postanowiłem, że zadbam o to, by w sobotę jednak nie trafił do więzienia, a w każdym razie nie przez nikogo z naszych biegaczek i biegaczy! Uparłem się, że wszystkie „niebieskie koszulki” dotrą do mety. I starałem się, jak umiałem najlepiej, wspierać tych, którzy walczyli na trasie najdłużej. Było mi miło biec w towarzystwie Basi. I chociaż za 19. kilometrem Basię dogonił mały kryzys, to - jestem świadkiem - stale utrzymywała biegowy rytm, nie szła ani przez metr, a na finisz odpaliła taką petardę, że ledwie dotrzymałem jej kroku. Brawo!

Brawa zresztą dla wszystkich! Skoro jednak dotykamy rywalizacji sportowej, to na grubo: Krzysiek Przyworski, Krzysiek Drop i Justyna „Smazia” Smarzewska - oto nasi ludzie z podium. Na ich cześć: hip-hip hurra!

W Przytoku zawsze najbardziej zazdroszczę debiutantom. Pierwszy półmaraton to jest przeżycie! Nie dam sobie powiedzieć, że po takim długim debiutanckim biegu można mieć własne osiągnięcie w nosie. Na mecie wpada się w objęcia dumy i szczęścia. I chociaż później kolejne starty troszkę powszednieją (nie dotyczy pierwszego w życiu maratonu), to dziś z wielką frajdą patrzę na was i waszą drogę od pierwszego treningu do mety w Przytoku. Grupie, zwanej Przytok 2015, dziękuję za te przeżycia, wspólne treningi. Byliście dzielni. Zostaliście półmaratończykami. Teraz każdemu życzę, by zdrowie pozwoliło pozostać wam na biegowych ścieżkach, a chęci nie brakowało nigdy. No, może najwyżej czasami ;)

Jak wygląda życie biegowej Drużyny Gazety, kiedy nie realizujemy 10-tygodniowej akcji na Przytok? Też się toczy! Nie aż tak licznie, ale spotykamy się na treningach. Jeździmy na rozmaite biegi, odbyły się także dwa drużynowe zgrupowania w Jakuszycach. Z tym, że po ostatnim jesteśmy tam już raczej spaleni ;) Na treningi zapraszamy teraz nie do parku Tysiąclecia, tylko na parking przy amfiteatrze - we wtorki i czwartki o godz. 18 oraz w soboty i niedziele o godz. 10. Ten rozkład jazdy obowiązuje od zaraz, acz czasami w soboty lub niedziele na tzw. długie wybiegania zwycięża lobby fanów tzw. trasy na Sudoł. O szczegółach będziemy oczywiście informować.

W poniedziałek w papierowym wydaniu „Wyborczej” ukaże się dziękczynna wyliczanka, którą sporządziłem i tu wkleję:

W przeprowadzeniu biegowej akcji pomogli nam:

Urząd Marszałkowski Województwa Lubuskiego, firma SuperUbezpieczenia.pl, Lubuskie TKKF, Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii w Przytoku i pani dyrektor Grażyna Płońska, firma Optyk Lechna, trener Remigiusz Wierzbicki, Daria Landzwojczak-Sobiech, Marek Bryszkowski, Ewa Szumigraj, Józef Konkol, załoga pacemakerów Katarzyna Kaczmarek, Maciej Jasek, Paweł Turski, Waldemar Macias, Zdzisław Jaszczyński, Maciej Orciuch, Piotr Sztermer oraz wszyscy, którzy przychodzili na nasze treningi i zidentyfikowali się z naszą drużyną na starcie w Przytoku.

Kłaniamy się w pas i dziękujemy ogromnie!

Na rozbieganym blogu do wyliczanki dodam jeszcze, że zwykle z Łukaszem „Zawodnikiem” Zawadzkim występujemy jako duo prowadzących. A Łukasz chyba wie, jak bardzo jestem mu wdzięczny, że razem biegniemy z wami do Przytoku ;)

KOMPLET WYNIKÓW PÓŁMARATONU

GALERIA ANNY KRAŚKO

GALERIA PAWŁA IGNASZAKA Z SUPER-SPORTU

GALERIA ANNY MARII

Czekam na link do galerii Marka Czaplińskiego, bo porobił piękne zdjęcia.

atom

23:30, lu.woznicki
Link Komentarze (10) »
piątek, 10 kwietnia 2015

Zakładamy, że w sobotę, późną popołudniową porą wszyscy jesteśmy już wypoczęci, najedzeni, wykąpani lecz ciągle w lekkiej euforii po półmaratonie. I zastanawiamy się, co dalej począć.

Otóż wieczorem - najlepiej ok. godz. 20, ale można wcześniej, zapraszamy wszystkich na półmaratoński toast do Piekarni Cichej Kobiety przy ul. Fabrycznej w Zielonej Górze.

Jest stety-niestety tak, że właśnie w sobotni wieczór w Piekarni odbędzie się koncercik. I od tzw. normalnych gości obsługa lokalu skasuje po 10 zł za wejście. Jednak my na podstawie tajnego hasła „Biegacze”, które należy zapamiętać, dostaniemy się do środka za 5 zł. A w środku będzie dla nas zarezerwowana sala. W tej sali toaścik, zdjęcia i takie tam...

Gdyby komuś się w zarezerwowanej sali nudziło, to może czuć się pełnoprawnym gościem koncertu w sali głównej.

Ze zdjęciami jest prośba: może ktoś z waszych bliskich będzie coś pstrykał w Przytoku, zgrajcie te zdjęcia na pendrive i przynieście!

Na wieczór do Cichej zapraszamy oczywiście wszystkich biegaczy świata i ich znajomych, jeśli tylko mają ochotę wznieść z nami poprzytokowy toaścik.

atom, zawa

16:54, lu.woznicki
Link Komentarze (2) »

Zacznę od rzeczy najważniejszej ;) garść szczegółów o naszym wieczornym toaście w Piekarni Cichej Kobiety padnie w osobnym wpisie. Teraz tylko tematy okołobiegowe.

W sobotę wstańcie wcześniej, nie zdziwcie się zresztą jeśli trema da o sobie znak i ze snem w ogóle będzie kłopot. Zjedzcie śniadanie, załatwcie ważną potrzebę. Do Przytoku zabierzcie na pewno dowód osobisty, strój na bieg, picie i banana. Będzie tak ciepło, że na start polecam krótki rękaw i krótkie spodenki.

Biuro zawodów półmaratonu zacznie wydawać pakiety startowe od godz. 9. W Przytoku wypada się pojawić między godz. 9 a 10, by w spokoju odebrać pakiet, przypiąć numer startowy, nałożyć chip do pomiaru czasu, przebrać się, zapozować do zdjęcia, zrobić rozgrzewkę. Pół godziny przed startem - kilka łyków picia i pół banana. Kto przyjedzie na tzw. ostatnią chwilę musi liczyć się z dużym problemem parkingowym.

Panom debiutantom (rutyniarze już wiedzą) radzę zakleić sutki wodoodpornym opatrunkiem z plastrem lub kupić w sklepie Run Planet żel przeciw otarciom. W przeciwnym razie na trasie będzie krwawo.

Pacemakerzy poprowadzą was do mety na

1:45 - Paweł Turski i Maciek Jasek

2:00 - Kasia Kaczmarek i Waldek Macias

2:15 - Maciek Morciu Orciuch i Zdzisław Jaszczyński

2:30 - Piotr Sztermer

Pacemakerów poznacie po balonach nad głowami oraz koszulkach. Na balonach i na koszulkach będą mieli wymalowane czasy, w jakich powinni dotrzeć do mety.

Na jaki czas was stać? To określał sprawdzian. Ale nic na siłę! Trzeba wnikliwie słuchać organizmu i liczyć się z tym, że akurat w sobotę zdarzy się słabszy dzień, czego oczywiście nie życzę.

Debiutanci - zacznijcie bieg wolno! Przez kilka kilometrów wręcz rozgrzewkowo. Nie dajcie się porwać od startu w żadne wyścigi. Na początku trasa wiedzie pod górę i trzeba te górki pokonać spokojnie, ostrożnie z zapasem na to, by później delikatnie podkręcić tempo. Uważajcie na samochody! Bieg w Przytoku odbywa się wg regulaminu „przy ograniczonym ruchu drogowym”. Cokolwiek organizator miał na myśli, od czasu do czasu może obok was przejechać auto.

PICIE! Na trasie Półmaratonu Przytok są tylko dwa punkty z wodą. Dla tych, którzy przy ciepłej słonecznej pogodzie spędzą na trasie ok. 2,5 godziny i do tego nie mają doświadczenia w długich biegach, to stanowczo za mało okazji, by uzupełnić płyny!!! Wyjścia są zatem dwa: 1. bierzecie picie ze sobą na trasę w plastikowej butelce i oszczędnie, rozważnie popijacie po kilka łyczków co kilka kilometrów; 2. pofatygujecie na trasę własnych kibiców, przyjaciół lub rodziny, by podali wam picie oprócz dwóch punktów organizatora jeszcze na dwóch innych punktach np. ok. 5. kilometra oraz ok. 18. kilometra.

Rutyniarze - z najświeższych przykazań od trenera Remka wszystkim wiosennym maratończykom zalecam bieg w Przytoku potraktować treningowo jako WOLNE, długie wybieganie. No, chyba że ktoś ma w żyłach krew zawodowego sportowca i dwa tygodnie czasu do maratonu. Wtedy może, może...

atom

12:23, lu.woznicki
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 kwietnia 2015

przodek

Oto wieść, na którą czekało 50 osób z tzw. listy koszulkowej. Otóż są! Otóż wszystkie są!...

O ile znamy się na kolorach, to takie błękitne, niebieściutkie, wyposażone w specjalny system „w te i we wte”, jakich jeszcze nie mieliśmy.

Właśnie do nas dotarły i „rozdajemy” je:

- dziś w redakcji naszej gazety - na ósmym piętrze biurowca Zastalu

- dziś po grupowym treningu

- jutro w redakcji naszej gazety - na ósmym piętrze biurowca Zastalu

Przybywajcie, odbierajcie. Ale!!! Że w życiu nie ma nic za darmo, każdy na superkoszulkę musi wysupłać po 5 zł. Resztę kosztów pokryli nasi supersponsorzy: Lubuski Urząd Marszałkowski oraz SuperUbezpieczenia.pl.

Za pomoc w pozyskaniu jednego ze sponsorów specjalne podziękowania dla Marka Bryszkowskiego!

tylek

atom & zawodnik

12:33, lu.woznicki
Link Komentarze (2) »
wtorek, 07 kwietnia 2015

                             III BIEG DO PUSTEGO GROBU 2015 „Bieg dla wierzących i wątpiących” - 06.04.2015 Nowa Sól

W drugi dzień świąt  był czas na oderwanie się od  świątecznego stołu  i obżarstwa 

oraz  zrzucenie trochę kalorii z napchanego brzucha .

Pogoda  nie za bardzo dopisywała , wiał  zimny wiatr temperatura oscylowała w granicy 7-8 stopni 

co jakiś czas  pokropił deszcz .

Przy kościele św Antoniego  obok domu zakonnego Braci kapucynów  zgromadziło się około 690 osób

( w poprzednim roku 600  osób więc frekwencja dopisała).

Biuro zawodów  mieściło się w Szkole podstawowej  nr. 1 - tam po okazaniu dowodu osobistego otrzymaliśmy pakiet startowy

(  numer z imieniem + książkę do wyboru).

Śladami św Piotra i św Jana  biec mieliśmy  do grobu . 

Apostołowie  biegli z wieczernika pewnie około 3 kilometrów  do grobu z ciekawości i niepewności.

My natomiast pobiegliśmy 10 km by osobiście  upewnić się ze grób Jezusa jest pusty .

Na trasie biegu  kościoły miasta Nowa Sól : św Antoniego , św Barbary , św Józefa , Wniebowzięcia  NMP, św Michała  oraz cmentarz przy ul Wandy .

Chlelibyśmy  doświadczyć czegoś głębszego , odnaleźć pytanie na nurtujące nas pytania , upewnić się że rzeczywiście Jezus Zmartwychwstał  i żyje pośród nas

 Na  starcie były też osobowości których nie można było pominąć  

 

nawet ludzi bezdomnych z całym swoim dobytkiem na wózki widziałem na trasie 

Bieg ukończyło 492 mężczyzn i 188 kobiet + 7 duchownych  

Po  wyczerpującym w zimnie biegu można było posilić się ciepłym i naprawdę pysznym żurkiem.

  

o godzinie 17 w nietypowej scenerii w kościele parafialnym św. Antoniego odbyła się dekoracja zwycięzców w poszczególnych kategoriach  i losowanie nagród , a potem msza święta  dla biegaczy

 Pierwszy start w tym roku i życiówki nie udało się pobić , cóż sezon dopiero się zaczyna 

:) 

Trzymam kciuki za innych  biegaczy  w tym sezonie

pzdr piotr

21:58, lu.woznicki
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 kwietnia 2015

Zaczynamy finałowe odliczanie: dwa treningi i rozruch - tyle zostało do startu w półmaratonie.

W sobotę w Przytoku... Albo nie! Kilka godzin później w pewnej zielonogórskiej knajpie zakończy się nasza rozbiegana akcja. Zakończy się pełnym sukcesem, jeśli:

- wy w dobrym zdrowiu i humorze wpadniecie na metę półmartonu

- a po tym na dobre zacznie się wasza przygoda z bieganiem

Z całych sił ściskamy kciuki, żeby tak się stało. Sami tak zaczynaliśmy w Przytoku ‘2011. I nie żałujemy ;)

Mawia się, że w ostatnim tygodniu przed ważnym startem nie da się już nic naprawić, za to wiele można zepsuć. Pamiętajcie zatem o DIETETYCZNYCH ZALECENIACH JULII. Treningi zrealizujcie zaś solidnie, ale bez cienia nadgorliwości.

Oto plan gry:

wtorek - 10 km swobodnego biegu, rozciąganie;

czwartek - 8 km swobodnego biegu, ale po każdym kilometrze przyspieszamy na 20 sekund i wracamy do stałego, swobodnego tempa, rozciąganie;

piątek - każdy we własnym zakresie wykonuje rozruch, czyli ok. 25-30 minut swobodnego biegu lub 40 minut spaceru, ale uwaga(!) jeśli nie wyrobicie się z tym do godz. 18, odpuście sobie rozruch(!);

sobota - 21,1 km na trasie w Przytoku;

sobota - godz. 20 toast półmaratończyków w Piekarni Cichej Kobiety (ul. Fabryczna), dystans według samopoczucia.

Jeszcze jedna istotna sprawa. Mocno trzymamy się myśli, że w czwartek będą gotowe nasze drużynowe koszulki. Na pewno damy znak, gdy tylko do nas dotrą!

Do zobaczenia!

atom&zawa

23:41, lu.woznicki
Link Komentarze (2) »
piątek, 03 kwietnia 2015

FB_IMG_1428045398025_resized_1_1Przychodząc na trening lub stając na starcie zawodów, słyszę czasem komentarze: „O taka szczupła, wysoka. Długie nogi to zaraz poleciiii!”. I pewnie uśmiechnęłabym się z szczerą wdzięcznością w każdej takiej chwili, gdyby to tylko była prawda. A prawda poszła troszkę w drugą stronę.

Mam na swoim koncie kilka operacji ortopedycznych, raczej cięższych niż lżejszych. Mam też ścisłe wytyczne co mi wolno, czego nie. Ponieważ mam ogromny szacunek do swojego ciała, i chcę by jak najdłużej mi służyło, grzecznie słucham specjalistów.

Tylko czasem serce chciałoby pobiec szybciej, poczuć siłę wiatru … i dogonić resztę :-)

Miałam ostatnio przyjemność pobiec przynajmniej część treningu na Wzgórzach z Kasią K. (a właściwie powinnam napisać za ;-). Patrząc jak bez wysiłku wbiega na wzniesienia zabawiając nas rozmową, zerkałam na pulsometr który wskazywał 195 uderzeń na minutę. Są takie krótkie momenty, które demotywują. Bo po co trenować skoro lepiej nie będzie. Nie będzie życiówek ani rekordów.

Tylko że ja biegam, i mam nadzieję, że nie przestanę. Wolniej? To trudno, będę miała więcej czasu na podziwianie widoków i poznanie pobliskich lasów. Gdy biegnę, jestem na chwilę w lepszej rzeczywistości, bez problemów, które zostawiam na starcie. Spędzam czas ze znajomymi, lub mam kilka samotnych chwil dla siebie. Zawsze jest dobrze, bo nawet jak nogi narzekają to głowa się cieszy :-)

Za tydzień debiut w półmaratonie, tak trochę z duszą na ramieniu, bo jednak chciałabym go ukończyć. Za to w wyśmienitym towarzystwie wielu sympatycznych osób poznanych na treningach. W końcu w grupie raźniej i chyba łatwiej dotrzeć do celu. Bardzo chciałabym dobiec do mety, a wieczorem wznieść z Wami toast za kolejny krok poczyniony w biegowym życiu ;-) Powodzenia Wam wszystkim i sobie również, do zobaczenia :-)

Kasia Walczak

PS Chciałam jeszcze tylko podkreślić, że nie propaguję uprawiania sportu, nie zważając na schorzenia i dolegliwości. To są zawsze indywidualne kwestie, które należy skonsultować z odpowiednim lekarzem.

10:43, lu.woznicki
Link Komentarze (2) »
wtorek, 31 marca 2015

Ten blog zawiera mnóstwo opisów chwil wielkich, momentów chwały, zwycięstw itp. Mój wpis jest inny – o niebieganiu…

Zaczęłam biegać dwa lata temu, w środku mroźnej i śnieżnej zimy. Ja, zmarzluch, miłośniczka 3 K – kawy, kominka i książki. Zaczęłam biegać, choć wcale tego nie lubiłam. Przebiegłam mój pierwszy półmaraton, zaczęłam biegać sama. Gdy na służbowy wyjazd zabrałam buty i wypytałam obsługę hotelu o miejsce do biegania, wiedziałam, że bieganie jest ważną częścią mojego życia. Ale nadal nie lubiłam biegania.

Przebiegłam drugi półmaraton, poprawiłam czas o 15 minut, ale dalej nie lubiłam tych wszystkich ćwiczeń rozciągających, diety, ubrań termicznych, koszulek technicznych, pulsometrów, bidonów, tempa, tętna itp.

I wtedy przyszła pierwsza przymusowa przerwa w bieganiu. Nie przydarzyła mi się kontuzja, ale potwierdziła się pewna mądrość – bieganie wyciąga z nas wszystkie słabe punkty. Po tygodniach badań mogłam odpowiedzieć osobom serwującym mi bezsensowny komentarz „A mówią, że sport to zdrowie”, że tak, zdrowie, bo dzięki bieganiu dowiedziałam się wiele o moim ciele, co powoli mi zachować zdrowie na długie lata, a nie zacząć łykać tabletki na nadciśnienie w wieku lat 41.

Znowu biegałam. Wiedziałam już, że kocham bieganie! Żaden inny sport nie daje mi tego, co daje samotne przemierzanie leśnych ścieżek o świcie. Przebiegłam mój trzeci półmaraton i pojawiła się myśl o maratonie. Nigdy nie chciałam biegać dla zawodów, ale gdy poproszono mnie o pomoc w zgłoszeniu do Marathon de Paris poczułam, że to jakiś znak. Paryż jest miastem dla mnie szczególnym. Wysłałam zgłoszenie i zostałam wylosowana!

Mon_dossard_Marathon_de_Paris_2

Znalazłam plan treningowy, zaczęłam wydłużać dystanse, biegać po ścieżkach, o których zawsze marzyłam. Byłam szczęśliwa.

Tuż przed Bożym Narodzeniem miałam 2-tygodniową przerwę w bieganiu spowodowaną badaniami. Następnego dnia poszłam na lekki trening, ale od pierwszego kroku bolało mnie biodro. I nie odpuściło do końca. Podobnie w następnych próbach. Zresztą, nie odpuściło do dziś (ponad 3 miesiące). Wiedziałam, że ucieka czas, że powinnam biegać, ale każdy krok to był potworny ból. Ortopeda, USG, fizjoterapeuta, tapy, lekka poprawa, próba biegania, powrót po 1600 m ze łzami w oczach. Drugi ortopeda, blokada sterydowa, trzeci ortopeda. Dalej brak diagnozy, dalej boli, dalej nie mogę biegać, czas dalej ucieka.

I wtedy stało się coś złego. Bieganie było moim sposobem na walkę z codziennym stresem, a tymczasem stało się źródłem niewyobrażalnego stresu. Budziłam się rano i moją pierwszą myślą było, czy dziś dam radę pobiec…

Doszły potworne migreny. Nie pomagały zastrzyki, nie mogłam nie tylko biegać, ale i normalnie chodzić. Zaczęłam utykać, myślałam o chodzeniu z kulą dla odciążenia bolącej nogi. Znów pojawiły się głosy, że „sport to ..”. No wiecie, co. Też pewnie to słyszeliście.

Nieśmiało zaczęłam mówić o rezygnacji. Niektórzy odpowiadali, żebym nie poddawała się, że jeszcze nie wszystko stracone. Przecież maraton jest opłacony, warto chociaż stanąć na starcie, pobiec tyle, ile ciało pozwoli. Rozważałam i taką opcję.

Pewnego dnia obudziłam się jak zwykle z potwornym bólem głowy i pomyślałam, że rezygnuję. Nie pojadę do Paryża. Nie będę w stanie patrzeć na startujących przyjaciół, na ten 50-tysięczny tłum szczęśliwców i żałować, że mnie tam nie ma. Pomyślałam, że to nie jest poddanie się, to nie jest porażka, to po prostu rozsądna decyzja. Nie biegnę, żeby móc dalej biegać. Może i 12 kwietnia czułabym się na tyle dobrze, że dałabym radę stanąć na starcie, może i przebiegłabym te 42,195 km, ale potem z pewnością leczyłabym się przez następne pół roku. A więc po co to?

Powiedziałam o mojej decyzji przyjaciołom, z którymi zaplanowaliśmy wspólny wyjazd. Ich zrozumienie było największym wsparciem. Rodzina nie miała żalu, że nie jedziemy do Paryża, że przepadło mnóstwo pieniędzy. Poczułam wielką ulgę. Znów mogłam patrzeć na biegających przed mym domem ludzi, znów mogłam powiedzieć, że lubię biegać.

I w ten sposób wszystko zaczęło wracać do normy. Po jakiś 2-3 tygodniach przestała mnie boleć głowa. Przestałam chodzić wiecznie zła, zdenerwowana, niewyspana i rozdrażniona. Przestałam utykać. Chwyciłam za kijki. 5 km i tylko delikatne pobolewanie. Kolejna próba i pełen sukces. Dłuższe odcinki, szybsze tempo i tylko szczęście, żadnego bólu.

Za parę dni, 12 kwietnia pewnie pójdę na długi spacer do lasu. Przejdę się po moich ulubionych biegowych ścieżkach i pomarzę o nowych trasach, a potem siądę przed komputerem i będę zdalnie dopingować tych, którzy w Paryżu pobiegną swój pierwszy czy kolejny maraton. I wiem, że pewnego dnia powiem o sobie, że jestem maratonką!

Katarzyna Fligier, 31.03.2015

 

22:29, lu.woznicki
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 58
↑ top | | design by kate_mac