Ten blog powstał, aby rozkręcić bieganie w Zielonej Górze i okolicach miasta. Jest też po to, aby pokazać biegaczy i udowodnić, że bieganie uszczęśliwia, wyszczupla, odmładza, wzmacnia ciało, rozjaśnia umysł, no i zwiększa ochotę na seks Chcesz pobiegać z nami? Napisz na: biegamy@zielona.agora.pl
niedziela, 21 września 2014

 

Jak tak sobie teraz siedzę w domu i pomyśle o biegu, jedno mi się nasuwa, było super! Byłem też totalnie zielony w temacie biegania ultra, na szczęście się udało. Nogi bolały najgorzej w drodze powrotnej do domu, jak wracaliśmy do Zielonej trzeba było zatrzymać się kilka razy i wysiąść z samochodu, szedłem jak 100 letni dziadek, tyle, że bez laski;)

Ale od początku…

Biegu 7 Dolin, jest to ultramaraton na dystansie 100 km rozgrywany w randze Mistrzostw Polski w Biegach Górskich. Trasa prowadzi szlakami Beskidu Sądeckiego, pasmem Jaworzyny Krynickiej i pasmem Radziejowej, z bardzo dużą liczbą podbiegów i zbiegów, z łączną sumą przewyższeń +/- 4500 m.
Limit czasu został wyznaczony na 17 godz., na trasie ponadto mamy 3 punkty przepakowe.

Odbiór pakietu startowego to coś od czego zacząłem wizytę w Krynicy. Po przyjeździe, pozostały mi tylko niecałe 4 godz., żeby odpocząć przed odprawą biegową, która jest obowiązkowa. O godz. 19:00 wszystkim uczestnikom biegu zostały udzielone szczegółowe informację o trasie biegu, służbach ratowniczych GOPR oraz wzajemnej pomocy, szczególnie w czasie nocnej rywalizacji. Mnie, z tego wszystkiego najbardziej ciekawi spotkanie i wykład z wielkim himalaistą i ultramartończykiem, tuż po odprawie - Denisem Urubką. Rosjaninem, oficerem armii Kazachstanu…Zdobywcą Korony Himalajów i Karakorum. Pierwszy w historii zdobywcą dwóch ośmiotysięczników zimą (Makalu i Gasherbrum II). Autorem wielu nowych dróg (Pik Pobiedy, Cho Oyu, Manaslu, Broad Peak). Oczywiście nie mogło zabraknąć pamiątkowego zdjęcia, no i wpisu do książki, jakobym był jego największym fanem;)


Start…

Start zaplanowano na godz. 03:00 w nocy. Po zapakowaniu i wcześniejszym oddaniu do samochodów organizatora niezbędnych rzeczy na trzy punkty przepakowe, które będę mógł odebrać w wyznaczonych punktach: 36 km, 66 km i 77 km, kończy się czas i pozostaję tylko 30 min. do startu.

W międzyczasie poznaję niesamowitą ekipę z Koszalina, z którą będę już biegł praktycznie do mety. W życiu bym nie pomyślał, że dam radę, szczególnie jeśli chłopaki biegają maratony poniżej 3 godz. Na szczęście to nie jest zwykły maraton.


O pierwszych 22 km biegu na Jaworzynę Krynicką niewiele można napisać. Całkowita ciemność, sznur latarek czołowych oraz ciężki oddech zawodników. Musimy wbiec na 1114 m n.p.m. Co jakiś czas zdaję się tylko słyszeć: „lewa wolna”. To zawodnicy, którzy startowali chwilę po nas, na 66 km lub 36 km, nie mam zamiaru się z nimi ścigać. No to lewa wolna.


Pierwszy punkt odżywczy mijamy na 22 km. Biegniemy tak szybko, że nie jestem w stanie wypić pół kubeczka herbaty.
„Dawaj, dawaj, szkoda czasu”! Wyrzucam napój i przyspieszam. Na szczęście 20 min później, komuś zachciało się siurać i tak powstaję zdjęcie.


Po 36 km mijamy Rytro, pierwszy punkt przepakowy. Szybkie uzupełnienie żeli i izotoników w plecaku, zmiana skarpet, banan na drogę i poszli.

Zaczął się teraz najtrudniejszy moment, ponieważ musieliśmy wbiec od podstawy góry na najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego – Radziejową (1266 m n.p.m.). Już nie pamiętam ile dokładnie zajmuję nam to czasu, wiem jedno, tracę siły. W końcu docieram na sam szczyt, to mniej więcej półmetek. Czuję się dobrze, ale świadomość, że to dopiero połowa dystansu trochę przeraża. Ale to nic, aby do przodu. Po drodze jeszcze Wielki Rogacz i zbieg do wysokości 900 m. Teraz czekają 2 kilometry wspinaczki na Eliaszówkę (1024 m). Po zdobyciu szczytu, 9 kilometrów w dół. Niestety miejscami jest tak stromo, że nie da się biec. Potężna stromizną w dół Piwnicznej, to już 66 km.


Cała naprzód…

Chwila przystanku, mamy 1,5 godz. w zapasie, siły wracają.

Na początek mostek nad Popradem, ktoś z obsługi wskazuję kierunek pod górę. Szlag by to trafił. Czuję jak coraz bardziej zaczyna pali słońce, a przecież przed chwilą lałem głowę wodą. Wspinam się po asfalcie pod górę, nie jest dobrze, o biegu nawet nie ma mowy. Mija pół godziny, na ziemie zaczynają padają pierwsze krople deszczu…

Pokonanie kolejnych 11 km to próba mordercza. Jeśli półmaraton można przebiec w 1:30 godz. to tutaj pokonanie 11 km w 2 godz. to nie lada wyczyn.

Nachodzi co jakiś czas myśl, że w Piwnicznej są autokary, które odwożą na metę, może tam przerwę. Jak już przebiegnie Piwniczną, to człowiek myśli o następnym momencie gdzie może przerwać. Jest to ciągła walka samego z sobą.

Jeśli bieganie daje nam tylko radość i satysfakcję, to cóż to za trud?

Po 77 km zostawiam w tyle już ostatni przepak, pokonuję ostatni ciężki podbieg pod stok narciarski i co sił biegnę do ostatniego punktu kontrolnego na 88 km. Przybiegam 5 min przed końcem. Jakże trudno, w takich górskich warunkach, przy bagiennych i nasiąkniętych wodą ścieżkach pokonać te kilka kilometrów.


Parszywa dwunastka…

Wschód i zachód słońca w górach, i widok na doliny zasnute mgłą – tego się nie zapomina.
W oddali widać Tatry…

Po 66 km wydawało mi się, że gonię resztkami sił, teraz mam wrażenie, że jeszcze nigdy tak szybko nie biegłem. Dochodzi godz. 19:30 (zawody kończą się o 20), jest już bardzo późno, w lesie kompletna ciemność i to uczucie, kiedy widzi się już miasto, hotel, panoramę, i słyszysz ludzi na mecie, a człowiek ciągle gdzieś wysoko w lesie.
Czas ucieka, chyba wszyscy mieli w tej chwili wysokie ciśnienie czy się zdąży… że może zabraknąć czasu i będzie trzeba zejść z trasy… Gdzieś z boku znajomy głos krzyczy „Dajesz Mario, dajesz, dajesz…”.

O godz. 19:43, po 16 godz. i 43 min. od startu staję na mecie. „Kończę ultramaraton, mając w sobie takie emocje, jakich już chyba nigdy nie doświadczę. Przybijam piątki z kibicami, uśmiech nie schodzi mi z twarzy, spiker krzyczy moje imię i nazwisko… Krynico, oto ja!”.

Bieg ukończyło 489 osób, z ponad 700, którzy wystartowali na dystansie 100 km. To dla mnie sukces, że znalazłam się wśród tych, którzy dotarli na metę w limicie.


Po biegu miałem wrażenie, że przeżyłem piekło. Teraz po czasie zmieniam zdanie i mam już w planach kolejne dłuższe starty. Bo jak mówił Przemysław Babiarz: „Kiedyś przez wieki ważne było chodzenie, świat nabrał tempa i teraz ważne jest pobieganie”.

Mario

https://www.facebook.com/mariusz.jaskowiak1

21:15, lu.woznicki
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 15 września 2014

Biegów mamy teraz wiele, co niedzielę można poczuć wiatr we włosach w innym miejscu. Chcielibyśmy zaprosić Państwa na wyjątkowy bieg w wyjątkowym miejscu, to znaczy na Świebodzińską Dziesiątkę.

20 września odbędzie się 13. edycja naszego biegu, który start i metę ma pod figurą Chrystusa Króla.

Sportowa zabawa zaczyna się już od rana biegami dziecięcymi, młodzieżowymi, potem przedszkolaki i ich rodzice. Bieg główny o godz. 16. Zapraszamy do pięknego Świebodzina!
Więcej informacji na stronie 
aktywni2010.pl

Beata Studzińska

23:07, lu.woznicki
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 września 2014

 

Do III LOTTO Półmaratonu Zielonogórskiego pozostało już właściwie kilka dni. Aby usprawnić organizację biegu podajemy kilka ważnych informacji:

ODBIÓR PAKIETÓW

W sobotę 13 września 2014 r. Biuro Zawodów znajdujące się w sali gimnastycznej VII LO przy ul. Wazów 76 w Zielonej Górze będzie czynne od 15:00 do 20.00. W miarę możliwości prosimy o wcześniejszy odbiór pakietów startowych – pomoże to nam usprawnić pracę Biura, a Wam oszczędzi czasu w niedzielę.

W dniu biegu tj. w niedzielę 14 września 2014 r. Biuro Zawodów będzie czynne od 7:30 do 10:30 i w tym czasie będzie można jeszcze zapisać się na bieg i wnieść opłatę startową w wysokości 60 zł (do wyczerpania limitu łącznej liczny 1200 uczestników).

O godzinie 10:30 Biuro Zawodów zostanie zamknięte i nie będzie już możliwości zgłoszenia się do biegu lub odbioru pakietów startowych.

Przy odbieraniu pakietu startowego należy okazać dokument tożsamości w celu weryfikacji tożsamości zawodnika. Przypominamy, iż istnieje możliwość odbioru pakietu w czyimś imieniu, lecz za okazaniem pisemnego oświadczenia.

Do dyspozycji zawodników na sali gimnastycznej będą szatnie, natryski, toalety oraz depozyt.

Rzeczy do depozytu należy przekazać w torbie / plecaku. Nie będziemy udostępniali worków w
depozycie, można użyć worka z pakietu startowego.

PACEMAKERZY

Podczas biegu wspierać Was będzie ekipa pacemakerów składająca się z par biegnących na czasy 1:30, 1:40, 1:50, 2:00, 2:15 oraz 2:30. Na pewno nie umkną Waszej uwadze, gdyż będą ubrani w pomarańczowe koszulki z oznaczeniem czasu, w którym ukończą półmaraton. Dodatkowo będą mieli przypięte baloniki. Wszystko po to, aby byli dla Was z daleka widoczni.

 

MASAŻE

Na sali gimnastycznej w dniu zawodów dzięki uprzejmości Medycznego Studium Zawodowego w Zielonej Górze będzie można skorzystać z darmowego masażu zarówno przed startem,  jak i po ukończeniu biegu.

POSIŁEK REGENERUJĄCY

Po biegu za okazaniem kuponu dołączonego do pakietu startowego będzie można zjeść posiłek regenerujący na stadionie przy ulicy Wyspiańskiego, w specjalnie oznaczonym stoisku dla biegaczy. Oprócz tego stoiska będzie również opcja zakupienia posiłków i napojów na stoisku komercyjnym.

DEKORACJA

Po dekoracjach w poszczególnych kategoriach wiekowych, wśród zawodników, którzy ukończyli bieg zostaną rozlosowane atrakcyjne nagrody.

UWAGI KOŃCOWE

Bardzo prosimy o zapoznanie się z trasą biegu. Prosimy o sprawdzenie gdzie dokładnie znajdują się punkty regeneracyjne, toalety, start oraz meta.

Prosimy w miarę możliwości o odbiór pakietów startowych w sobotę.

Pomimo zapewnionej opieki medycznej prosimy o rozwagę i biegnięcie na miarę swoich możliwości.

Na marginesie numeru startowego znajduje się miejsce na wpisanie numeru kontaktowego do bliskiej osoby na wszelki wypadek. Prosimy o wpisanie odpowiedniego numeru telefonu.

 

Pozdrawiamy i do zobaczenia na starcie!

 

 

De Jot

21:46, lu.woznicki
Link Komentarze (1) »

czyli Wielka Pętla Izerska (WPI ), Maraton Karkonoski (MK) i Letni Bieg Piastów (LBP)

 

W tym roku przebiegłem te trzy biegi i to w ciągu 6 tygodni… Wiem, że nie jest to normalne dla Wszystkich biegać 2 półmaratony górskie z przerwą na ultra w Karkonoskim 46.6 km… (był jeszcze Maraton Winnic przed LBP ale nie o tym J ). Kaktus poprosił mnie o ocenę tych biegów, bo takie informacje mogą przydać się tym, którzy chcieliby podjąć wyzwanie za rok? ;)

Dla tych co mieszkają w Zielonej górki nie są obce, wzgórza piastowskie, słynna tarka i jeszcze parę innych fajnych tras daje pewne wyobrażenie. Wg mnie to się przydaje ale nie ma to jak pojechać ze znajomymi na trening w górskim klimacie Karkonoszy.

Na takich górskich trasach najważniejsze są dobre buty. Ja mam Brooks Cascadia, które sobie bardzo chwalę. Koniecznie jest picie np. w formie Camelback, jakieś żele lub batoniki i ubranie dostosowane do pogody (w górach pogoda jest zmienna, starujemy z punktu na 700 m n.p.m. a wbiegamy na 1602).

Wracając do biegów… Każdy z nich jest inny i dla tych, którzy chcą spróbować proponowałbym zacząć od półmaratonu. Wg mnie łatwiejsza jest WPI - jedna pętla, w sumie te pierwsze 4 km trudne (200 m przewyższenia), a potem na kolejnych 10 km następne 200 m przewyższenia… po 16 km już tylko z górki, co czasem to też nie jest łatwe… Polecam zabrać na trasę swoje picie, gdyż po drodze są tylko 3 punkty nawadniania (w tym roku było bardzo ciepło i ludzie pili wodę ze strumyków...). Trasa fajna, trochę asfaltu (w górach ??), szutru i kamieni, ale da się biec. W dobrych butach można nawet szybko J . Koszulka i ten medal – powiedziałbym nietuzinkowy J  

Co do drugiego górskiego półmaratonu LBP, to organizacja , pakiet startowy i punkty nawadniania po drodze (2 pętle po 10 km) były na wysokim poziomie. Trasa częściowo pokrywała się z WPI i było pod górkę i z górki i jeszcze raz to samo jak w sinusoidzie. Na jedną pętlę przypadały 3 punkty odżywiania, więc picia ze sobą nie trzeba było brać (ja oczywiście musiałem mieć swoje picie - Isostar, shoty magnezowe i żele :) ). Trasa z podobnymi przewyższeniami, tylko asfaltu było symbolicznie na starcie i na mecie (co w górach się chwali) . Fajna koszulka, oczywiście medal, enervit na trasie, banany, arbuzy i woda pod dostatkiem.

I na deser Maraton Karkonoski. To był spontan i od razu mówię, że nie każdy sobie ta coś takiego może pozwolić… Sam nie wiem, jak wpadłem na ten pomysł 2 tygodnie wcześniej… W tym roku trasa miała 46,6 km - spod wyciągu w Szklarskiej na Szrenicę, następnie podbieg Puchatkiem (w następnym roku ma być Lolobrygida…) , potem szlak na Schronisko pod Łabskim Szczytem, skręt na Śnieżne Kotły (tu zaczynają się kamienie, na szczęście płaskie) i limit 1h20 min (ja troszkę szybciej 1h00 J ) a potem do Odrodzenia, Domek Śląski aż wreszcie Śnieżka… Wdrapałem się w 14 min/km, aż ręce mnie bolały od łańcuchów, które się bardzo przydały. I po krótkim looknięciu na widoczek powrót ta samą drogą (ze Śnieżki do domku Śląskiego łagodniejsze zejście drugim szlakiem).

I ta pogoda.. jak zaczynaliśmy było super, rześko nawet czapki nie zakładałem a jak wracaliśmy za Śnieżką zrobiło się gorąco. Znowu byli tacy co pili wodę ze strumyka, ja tylko moczyłem głowę i czapkę, którą miałem przy sobie i już założyłem. Camelback znowu się przydał, żel co 5 km brałem i 2 shoty magnezowe, choć pewnie teraz wziąłbym 3-4. Oczywiście napełniałem worek Camela po drodze wodą (strategicznie już za Śnieżką, co by nie nosić pod górę) , w której rozpuściłem Isostara. Ogólnie po drodze wypiłem jakieś 5-6 litów, popijać na punktach żele wodą i jedząc banany.

Na powrocie oprócz pogody, która dawała w kość, nie było już tak luźno. Zbieg?? po takich kamlotach, że nie wiadomo gdzie nogę postawić, był straszny. Zrobił się z tego marsz o podwyższonym stopniu zagrożenia (sam nie wiem ile razy staw skokowy wygiąłem tak, że myślałem, iż mam skręcony). Nogi po 30 km były już lekko z waty, choć twarde strasznie. Spody stóp paliły niemiłosiernie… Fajniej zrobiło się na 40 km jak wdrapałem się na Śnieżne Kotły i teraz już było z górki… Dla niektórych to nie było miłe ale ja leciałem, nie oglądając się za siebie (wtajemniczeni wiedzą dlaczego). Pod Łabskim napełniłem Camela woda (dość już miałem izotoniku) żeby z górki te 2 dodatkowe kilogramy wody pchały mnie do mety. I wreszcie meta… 6h6min J i to o czym myślałem po drodze, basen z zimną woda dał ukojenie moim nogom i reszcie innych biegaczy. Na Karkonoskim biegliśmy z Kaktusem, Maciasem, Anną Marią i Redomirem. Kaktus też narzekał na trasę ale po ultra w Krynicy, mówił że Karkonoski to luzik, więc może za drugim razem tak by było J

Reasumując: takie biegi to nie lada wyzwanie. Mówiąc biegi mam na myśli te miejsca, gdzie można biec (często przeplata się to marszem), ale za to jest wtedy okazja nawiązać znajomości, wyrównać oddech, coś przekąsić, podziwiać widoki. Poniżej fotka Waldek Miś – człowiek pozytywnie zakręcony z Gdańska, król you tuba Maratonu Karkonoskiego z 2013 r., z którym troszkę biegłem J

Oczywiście o widokach na trasie biegu trudno jest pisać, to po prostu trzeba zobaczyć. Przyznam, że w tym roku pogoda była łaskawa. Wg mnie lepiej niech już będzie ciepło, niż mokro i ślisko na tych kamieniach. Oczywiście bez sporego wybiegania (w tym po naszych górkach), bez sprawności ogólnej, wzmocnienia stawów skokowych i kolanowych, takie brykanie po Karkonoszach może być ryzykowne. Trzeba się dobrze przygotować, żeby taki bieg sprawiał przyjemność i zalecał bym przyjechać choć dzień wcześniej, żeby dobrze się wyspać i wypocząć. Obowiązkowo polecam kąpiel w zimnym potoku w ramach odnowy (potem nie czuje się nic, nawet bólu po biegu). Zapraszam w Karkonosze, bo to w sumie blisko z Zielonej Góry a widoki i trasy do biegania rewelacyjne.

Bartezz

00:21, lu.woznicki
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 września 2014

Do startu III LOTTO Półmaratonu Zielonogórskiego pozostał jedynie tydzień. 14 września o godz. 11.00, na zakończenie Winobrania 1200 zawodników ruszy ulicami Zielonej Góry, aby pokonać 21 km. Najszybszym zajmie to nieco ponad godzinę, ale tych nie będzie dużo. Największą liczebnie grupę stanowić będą osoby, które uporają się z tym dystansem w około dwie godziny. Limit czasu na ukończenie to 3 godziny, więc bez obaw, każdy, nawet początkujący powinien sobie poradzić z tym dystansem.

Organizatorzy chcieliby jednak uczulić kierowców, którzy zamierzają w tym dniu przejeżdżać głównymi ulicami Zielonej Góry, że w godz. 9.00 – 16.00 ruch może być utrudniony. W szczególności dotyczy to ulic: Waryńskiego, Podgórnej, al. Konstytucji 3 Maja, Długiej, Łużyckiej,
Wyszyńskiego, Zacisze, Działkowej, al. Zjednoczenia, Energetyków, Batorego,  Źródlanej, Sulechowskiej i Wyspiańskiego. Na stronie biegu http://www.polmaratonzielonogorski.pl znajduje się szczegółowa mapka trasy biegu.

Podczas, gdy biegacze będą się zmagali ze swoimi słabościami na trasie, na stadionie przy ul. Wyspiańskiego odbędą się imprezy towarzyszące, gdzie  zobaczyć będzie można m.in.  grupę taneczną Spoko Family, pokazy  akrobatyki, występy zespołów, sztuki walk – Capoeira oraz wiele innych atrakcji włączając gry i zabawy dla najmłodszych. Nie zabraknie też zmagań sportowych,
dla dzieci odbędzie się, tradycyjnie już, Bieg Krasnala.

Cała impreza ma charakter charytatywny. W tym roku organizator Stowarzyszenie Biegam-Pomagam, wspierać będzie Dom Dziecka z Żar. W biurze zawodów umieszczone będą puszki, do których będzie można wrzucić kwotę wspierającą potrzebujące dzieci. Dla tych, którzy by chcieli pomóc w inny sposób będzie możliwość rozmowy z Drużyną Szpiku i zarejestrowania się jako potencjalny dawca szpiku.

Choć zapisy internetowe zostały już zamknięte, w dniach 13 września w godz. 15.00-20.00 oraz 14 września w godz. 8.00-10.30 będzie możliwość zapisania się i uiszczenia opłaty startowej w biurze zawodów w hali VII LO przy ul. Wazów 76 (TUTAJ NASTĄPIŁA ZMIANA, NIE JEST TO HALA UZ !!!)  Zostało tylko około 100 miejsc. Niewątpliwie świadczy to o rosnącej popularności biegania w naszym regionie i o coraz to większym poziomie tej imprezy.

Do zobaczenia na starcie! Może zechcecie się przebrać, jak nasi koledzy podczas I edycji biegu? :)

A tym, którzy nie będą biegli, przypominamy: pamiętajcie o gorącym dopingu dla naszych biegaczy!

De Jot

21:48, lu.woznicki
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 września 2014

 

Na zdjęciu tego nie widać, ale pozujemy naprawdę, szczelnie oblegając całe podium dla laureatów Nocnego Biegu Bachusa.

Nie, żeby nas tam ktoś zapraszał. Sami się wdarliśmy. Jest jednak wyjątek. Bo inaczej sprawy mają się z Kasią Kaczmarek (nr startowy 208). Ona, nieco później na podium była zapraszana. Wywalczyła czwarte miejsce w generalce kobiet (owacje i gratulacje!) oraz trzecie w swojej kategorii wiekowej (owacje i gratulacje!). Jak znam życie, to w nagrodę przytargała do domu kolejny mikser lub żelazko.

Z tej okazji na najbliższym treningu wypada nam odśpiewać Kasi: Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam gwiazda naszego klubu!

I żeby już nie było nieporozumień, za wykonanie przyśpiewki odpowiada sekcja wokalna w składzie: Marek Bryszkowski (tenor) oraz Katarzyna Worona (mezzosopran). Oni mają najlepsze głosy w drużynie. Nie bez znaczenia jest też fakt, że z wyglądu najbardziej przypominają Enrique Iglesiasa i Jennifer Lopez.

atom

PS

Nasz przemiły kolega Mariusz Jaśkowiak odpuścił sobie Bachusa i inne winobraniowe zabawy, a w tym czasie na mistrzostwach Polski utramaratończyków pokonał 100 km po górach w okolicach Krynicy. Zajęło mu to 16 godzin 43 minuty i 5 sekund (owacje i gratulacje!).

I żeby tu także obeszło się bez nieporozumień: - Gdy już troszkę odpoczniesz, koniecznie podziel się wrażeniami na rozbieganym blogu!

 

A tu jeszcze inna okołobachusowa fotka autorstwa Uli i jej wspaniałego obiektywu:

 

poniedziałek, 01 września 2014

Istnieje takie piękne powiedzenie (zgaduję, że z polskimi korzeniami), które mówi, że leniwi ludzie wprawdzie do niczego w życiu nie dochodzą, ale za to o ileż mniejszym kosztem...

Myślałem sobie o tym w sobotę 30 sierpnia około południa, sapiąc niczym parowóz po kilku kilometrach Letniego Biegu Piastów.

Bo przed rokiem obszedłem się z tą samą trasą i tą samą imprezą dość leniwie. Na mecie czas miałem marny, za to przez cały dystans luzik, widoczki, brak oznak zmęczenia.

Wcale się z tym dobrze nie czułem. Wiecie, wolę jednak po biegu zostać z przekonaniem, że nie byłem w stanie wycisnąć z siebie więcej, a jeśli już, to tylko niewiele więcej. Dlatego obiecałem sobie poprawę.

W sobotę nastawienie od początku było bojowe... Aż gdzieś na szóstym-siódmym kilometrze zrozumiałem, że przedobrzyłem.

Były z tego dwa wyjścia: 1. zejść z trasy w połowie wyścigu, 2. zresetować nastawienie, zwolnić na kilka kilometrów, wyrównać oddech i zacząć ten bieg jakby od nowa.

Oczywiście wybrałem wyjście numer dwa. I tak oto swój drugi Letni Bieg Piastów zaliczyłem. Trasę i samą imprezę nieustannie polecam. Górki są akuratne, lecz preferują chyba jednak tych, którzy lepiej zbiegają niż wbiegają. Organizacyjnie zmierza to w stronę biegu raczej wypasionego.

O czym tak do końca nie wiedziałem, półmaraton w Jakuszycach stał się jednak tylko częścią naszej wspólnej - z Marcinem - wyprawy.

Niby już po drodze Marcin napomknął coś o legendarnych naleśnikach w Chatce Górzystów. Ale po pierwsze - kompletnie tej legendy nie znałem. W Chatce byłem tylko raz, milion lat temu i nikt tam o żadnych naleśnikach nie wspominał. A po drugie miałem nadzieję, że po biegu Marcin wybije sobie z głowy, by zasuwać 20 km górami celem spożycia naleśnika. Otóż myliłem się. Nawet nie dostałem szansy, by przekonać się, że mój numer znów nie padł w loterii nagród po półmaratonie. Marcin zarządził niemal natychmiastową przesiadkę na rowery. I odpalił. Próbowałem go gonić. Bezskutecznie. Za to deszcz dopadał nas bardzo skutecznie. A najlepsze - w Chatce okazało się, że naleśniki mają tyle wspólnego z legendą, ile większość legendarnych lamp Alladyna, bursztynowych komnat itp. Po prostu pani w bufecie, powiedziała, że naleśników nie ma. I pewnie mogła mieć w nosie to, że po pokonaniu drogi powrotnej, gdy deszcz złapał nas jeszcze jakieś 48 razy, moje buty schną do dziś.

To nie był koniec nierównej kolarskiej walki. Rowerami w deszczu po górach zasuwaliśmy jeszcze w przeddzień półmaratonu i nazajutrz po półmaratonie. Marcina widywałem głównie na początkach etapów, później odjeżdżał mi jak Rafał Majka. Natomiast wieczorami toczyliśmy już zdecydowanie bardziej wyrównane pojedynki w spożywaniu gambrinusa oraz becherovki.

Finał musi być jednak o naleśnikach. Że te naleśniki w Chatce Górzystów w istocie istnieją i cieszą się legendarną sławą, potwierdziła później jedna prawdziwa Czeszka w Harrachovie. Co ciekawe, wcale nie mówiła o nich palaczinki, tylko właśnie naleśniki. Różnica polegała na tym, że Czeszka nie używała nazwy Chatka Górzystów, ale Stara Szkoła. Ponoć chodzi jednak o to samo miejsce.

atom

Jeśli tylko wytężcie wzrok, rozpoznacie na tym zdjęciu dzielnych bohaterów opowieści

A tutaj... hmm... ja nie wiem, co Marcin proponował tej pani w trakcie biegu, ale jej gest ręką mówi mi, że albo się wahała, albo mówiła nie ;)

I oto jeszcze niespodzianka - brutalnie pominięta w opowieści Malina dzielnie pokonuje podbieg, a uwierzcie na słowo, że gdzieś tuż za kadrem biegnie jeszcze Bartek B. Nie wiem, czy to prawda, czy bardziej legenda, że przy dekoracji laureatów wywoływano Bartka, by dać mu nagrodę dla jedynego uczestnika półmaratonu, który pokonał całą trasę bez cienia zadyszki. Tyle że Bartka już wtedy tam nie było. Bo pojechał na kotlety mielone. Kotlety, w przeciwieństwie do naleśników, były naprawdę.

18:41, lu.woznicki
Link Dodaj komentarz »

W tym tygodniu czekają nas śmiesznie krótkie treningi i pewnie dalibyśmy radę pobiegać jeszcze według starego porządku, ale słowo już się rzekło i od dziś wprowadzamy nowy, niestety taki bardziej jesienny, porządek treningowy. 

We wtorki i czwartki będziemy startować o godz. 18. Na soboty i niedziele aktualna pozostaje godz. 9. Tyle że wyjątkowo w najbliższą sobotę, z uwagi na Bachusa i drużynówkę Lotto, treningu nie ma.

Nie zmienia się miejsce naszych spotkań. Nieustannie i serdecznie zapraszamy na parking przy amfiteatrze wszystkich, którzy mają ochotę pobiegać.

atom

16:31, lu.woznicki
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 sierpnia 2014

W imieniu redakcji rozbieganego chciałbym bardzo serdecznie podziękować wszystkim, którzy opisali i sfotografowali swoje wakacyjne starty oraz treningi w najrozmaitszych zakątkach kraju i świata!

Było tego całkiem sporo i fajnie, że chciało się wam podzielić wrażeniami. A dziś kolejny odcinek o tym, jak swój urlopik na biegowo, zdaje się gdzieś w okolicach Żarnowca, spędzała jedna z naszych najdzielniejszych drużynowych biegaczek.  Ponieważ Coda słabo opowiada, co przeżyła i co widziała, film ten wszystko wam opowie:

 

 

 

13:33, lu.woznicki
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 lipca 2014

Wiem. Zrobił się bałagan. I nikt już nie wie, o której zacznie się najbliższy trening. A chociaż słyniemy w świecie jako drużyna bałaganu, trzeba zrobić z tym trochę porządku.

Nowy rozkład treningowy obowiązuje już od dziś do odwołania i jest następujący:

we wtorki i czwartki spotykamy się o godz. 19,

a w soboty i niedziele o godz. 9,

oczywiście na parkingu przy amfiteatrze.

Bardzo serdecznie zapraszamy wszystkich, którzy mają ochotę pobiegać z nami! Przez jakiś czas postaramy się nie mieszać z godzinami i terminami.

Teraz jeszcze garść wrażeń i zdjęć z piątkowego nalotu biegaczy nad Jezioro Głębokie. Tym razem wieści wprost z osławionej ekipy, która przebojem wbiła się na podium, spisała dla was Ula. Poznacie ją wszędzie po radosnym stylu biegania:

 

Większość zdjęć ustrzelił Marek Czapliński, którego niemal wszędzie poznacie po tym, że biegnie z psem.

atom 

XV Maraton Sztafet-Głębokie 2014

Start w XV Maratonie Sztafet - Głębokie 2014 zapewniła nam nasza koleżanka Wiesia Hyła. Zorganizowała Drużynę Gazety "Przyjaciele" w skład, której weszli: wspomniana już Wiesia, ja czyli Ula Surma-Zawadzka, mocne ogniwa Marcin Kruk i Jarek Hyła oraz nasz fotograf Marek Czapliński.

Łatwo nie było. Oprócz "męczącej" pogody, zawodnicy, którzy kilometr biegają poniżej 4 minut. Mogliśmy tylko oglądać ich plecy, a pod koniec maratonu biec samotnie.

Za to doping wczasowiczów i braci biegowej był zapewniony do samego końca. Na trasie można było usłyszeć np. "O, biegnie moja ósemka!" czy "Dasz radę, jeszcze tylko dwa okrążenia!".

Przez prawie trzy i pół godziny całego biegu byliśmy razem. Rezultat jest taki, że w naszej kategorii " +250" zdobyliśmy srebro, a nasz kapitan Wiesia odebrała puchar.

Organizator zapewnił ciepły posiłek, okolicznościowe koszulki oraz rozlosowane zostały upominki. W naszej drużynie szczęściarzami zostali Marcin i Marek.

Wróciliśmy do domu zmęczeni, ale bogatsi o następną biegową przygodę.

Ula

 

21:34, lu.woznicki
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 52
↑ top | | design by kate_mac