Ten blog powstał, aby rozkręcić bieganie w Zielonej Górze i okolicach miasta. Jest też po to, aby pokazać biegaczy i udowodnić, że bieganie uszczęśliwia, wyszczupla, odmładza, wzmacnia ciało, rozjaśnia umysł, no i zwiększa ochotę na seks Chcesz pobiegać z nami? Napisz na: biegamy@zielona.agora.pl
wtorek, 21 października 2014

W lesie na Wzgórzach Piastowskich ostatnio widzieliśmy głównie ciemność. Dlatego musimy się stamtąd wycofać, przynajmniej w dni powszednie.

Oto nasz nowy rozkład biegowy:

wtorki i czwartki - godz. 18.30, zbiórka na parkingu przy Urzędzie Miasta

niedziele - godz. 9.30, zbiórka na parkingu przy amfiteatrze

Biegamy teraz bez rozpiski, ale założenia są takie, że we wtorki i czwartki treningi będą krótsze ok. 10-12 km, a w niedziele trochę dłuższe.

Nowy cykl rozpiskowy zaczniemy ok. 20 listopada i wtedy prawdopodobnie wrócimy do biegania cztery razy w tygodniu (sam mam nadzieję, że do tego czasu wrócę na biegowy szlak, ale na ten czas muszę zrobić przerwę, bo kolano na maratonie zastrajkowało i jak kontrolowałem w czwartek, to strajku jeszcze nie skończyło).

A teraz pasjonująca Fotozagadka:

 

Proszę rozpoznać na tym zdjęciu bardzo znanego i ogromnie lubianego zielonogórskiego maratończyka. Dla ułatwienia dodamy, że ów maratończyk przebiegł ostatni Poznań w 3:27.

Odpowiedzi wysyłajcie na biegamy@zielona.agora.pl i pamiętajcie, że decyduje data stempla pocztowego :)

atom



12:47, lu.woznicki
Link Komentarze (3) »
sobota, 18 października 2014

W sobotę 25 października o godz. 11 w Czerwieńsku wystartuje Ronin Race - bieg przełajowy na dystansie 10,5 km. Nie ma wpisowego, nie ma też pakietów startowych. Ale za to można się pościgać na ciekawej trasie. Organizatorzy zapewniają opiekę medyczną, a po biegu szatnie, natryski, przyjazną atmosferę i zapraszają uczestników biegu na wspólne posiedzenie przy grillu.

Jeśli ktoś ma ochotę wystartować, proszę zapisać się poprzez stronę super-sport.com.pl

A już w najbliższą niedzielę (19 października) o godz. 10 odbędzie się zapoznanie z trasą Ronin Race. Zbiórka chętnych... Tak na sto procent nie wiem, ale strzelam, że przy Hali Sportowej Lubuszanka :)

atom

17:59, lu.woznicki
Link Komentarze (1) »
piątek, 17 października 2014

Pierwsze i najważniejsze pomaratońskie postanowienie jest takie, że w sobotę 18 października spotykamy się o godz. 19 w pubie Barcelona w celu uzupełnienia płynów po dłuuugim biegu.

Przy czym, kto nie zaliczył długiego biegu też oczywiście niech wpada i płyny uzupełnia. Przyda się na przyszłość :)

Stolik został zarezerwowany na 15 osób. Jeśli zbierze się więcej, to na pewno coś się wymyśli. Miejsca siedzące mają zagwarantowane ci, którzy na trasie w Poznaniu cierpieli najbardziej.

Informacje o kolejnych postanowieniach pojawią się już wkrótce! Dziś tylko tyle, że w najbliższy weekend (18-19 października) żadnych innych treningów, oprócz uzupełniania płynów, nie organizujemy.

atom

12:13, lu.woznicki
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 października 2014

Czy maratońskie rany już się wam zagoiły? Jeśli tak wpadajcie dziś (czwartek 16 października) o godz. 18 pod amfiteatr. Zrobimy lekkie - ok. 10 km rozbieganie po maratonie. Spróbujemy omówić, jak dalej trenować i radzić sobie ze zmrokiem. Wiem też, że padną dwie propozycje - takie rzekłbym okołotowarzysko biegowe :)

atom

10:04, lu.woznicki
Link Komentarze (2) »
wtorek, 14 października 2014

12.10.2014r!!!!! Poznań!!!!

Ta data i miejsce zapisały się już na zawsze w katalogu "najważniejsze wydarzenia w moim życiu".

Zrobiłam to! Pokonałam Smoka Maratona!

Przebiegłam....cały, calutki, caluteńki dystans 42,195 km.

Bez ściemy, bez przerw na "przemarsz wojsk"!

Radość moja nie zna granic :-) jestem przeszczęśliwa, dumna i czuję się spełniona......

Mówią, że rozmiar nie ma znaczenia......to nie jest prawda! 42,195 km ma wielkie znaczenie!

Pozwólcie, że odpuszczę sobie pisanie tekstu w stylu: sobota - pakiety odebrane, w hali Targów spotkaliśmy ludków z Zielonej, napstrykaliśmy sobie fotek.....





niedziela: pobudka o 6:30, jedynka, dwójka, oklejam to i tamto ;-) zjadam kanapkę z dżemorem, "popijam kawą nad Gazety plamą", jedziemy na start, znowu pstrykamy sobie fotki.....



wciągam żel znanej włoskiej marki i ustawiam się za balonami, szukam Zająca Estebana (znowu się skubaniec spóźnia)....włączam Garniaka i jestem gotowa na przygodę..........w tłumie znajduję Brata (i zostawiam o na 2km - siostra roku).

Wyświetlanie 20141012_090123.jpg

Nie będę też zdawać relacji z tego jakim tempem biegłam, czy to było zgodne z założeniami, na którym kilometrze zaczęło coś szczykać, kłuć i drętwieć, ile żeli i bananów pochłonęłam, i czy ilość wypitego izotona zmieściłaby się w mojej wannie......

Żadnych odniesień do mojego czasu i gdybania o ile mógłby być lepszy gdyby nie pogoda, kontuzja, trzęsienie ziemi na Madagaskarze..... itp itd 

To, że atmosfera była wspaniała, że impreza zorganizowana była profesjonalnie..... też nie będę pisała!

To wszystko, ze szczegółami, napewno ktoś napisze.

Ja chcę poprostu wykrzyczeć tutaj swoją radość :-) a nawet zatańczyć .....byle nie w rytmie Zumby (wtajemniczeni wiedzą dlaczego ;-) ).

HHHHHHUUUUUURRRRRRRAAAAAAAA jestem M A R A T O N K Ą :-)

I chcę też podziękować za kilka miesięcy wspólnych treningów, znoszenie moich fochów, marudzenia i głupich pomysłów, za korygowanie, kontrolowanie, naprostowywanie i wkładanie do łepetyny wiedzy niezbędne w wersji łopatologicznej.....dzięki Bartez :-) polecam się oczywiście na przyszły sezon i obiecuję być jeszcze bardziej krnąbrna i wkurzająca :-D

Wyświetlanie 2014-10-14 19.55.46.jpg

Ps. na koniec taka króciutka dygresja.....nie wygrałam VOLVO!!!! FOCH !!!!!!!!



ps. nr 2 Recenzent określił ten tekst jako krnąbrny.....hmmmmm :-)

pozdrawiam

Malina

22:30, lu.woznicki
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 13 października 2014

Przebiegłem Maraton. To tylko 2 słowa, które tak łatwo wypowiedzieć, ale żeby móc to zrobić trzeba było przez kilka miesięcy wylać z siebie trochę potu, choć muszę przyznać – nie bez przyjemności.

Jeszcze na początku tego roku nawet nie zakładałem, że kiedykolwiek przebiegnę maraton, a na pewno nie, że już w październiku. Podczas treningowych konwersacji wyszło to jakby samo z siebie – nie ma na co czekać, jak nie teraz to kiedy? Ułożyłem to sobie jakoś w głowie, a że termin był w miarę odległy, nie spędzało mi to snu z powiek. Jednak w miarę zbliżania się D-day czułem coraz większą niepewność – może za krótko trenuję, może mój organizm tego nie wytrzyma, itp. No, ale słowo się rzekło, kobyłka u płotu.

To, co najbardziej mnie podbudowało na starcie to widok ludzi, z którymi na co dzień spotykałem się na treningach. Poczułem dzięki temu, że nie jestem sam i w dobrym nastroju ruszyłem na trasę. W tym miejscu czas na pierwsze podziękowania. Bardzo dużo mi dało, że od początku miałem kompana, z którym nawzajem się wspieraliśmy. Jacek, dzięki! Przez pierwsze 20 km na luzie gadaliśmy o tym i o tamtym (najczęściej o leginsach – panowie powinni wiedzieć, co mam na myśli), co było oznaką tempa konwersacyjnego. I ta faza biegu nie różniła się zbytnio od zwyczajnych treningów.

Na odcinku między 20. a 30. km zaczęło się zmęczenie. Punkty z wodą były coraz bardziej wyczekiwane i coraz więcej liczenia jak daleko jeszcze do mety. Natomiast to, co się działo na ostatnich 12 kilometrach mogę określić tylko jako walkę z samym sobą. Nasze frywolne z Jackiem rozmowy o dupie Maryni (dosłownie) skończyły się nagle i ograniczały się tylko do następującego dialogu: „- Jak tam? – Kurwa, ciężko.”

Ponoć każdy inaczej doświadcza ściany. Dla mnie ścianą były nudności, które mnie złapały gdzieś w okolicach 31. km, które spowodowały jak sądzę wszystkie słodkości, czyli żele, czekolady, itd. Nie potrafiłem myśleć o niczym innym jak o szukaniu dogodnego miejsca na… sami wiecie, co. Na szczęście wpadłem na pomysł żeby na 35 kilometrze pić tylko wodę i to pomogło. A co było potem to średnio pamiętam – chyba byłem niedotleniony. Gdzieś w okolicach 37. lub 38. kilometra musiałem zacząć przeplatać bieg z marszem, po prostu brakowało mi oddechu. Ale już wtedy wiedziałem, że jest blisko i to mi dodawało sił. Na szczęście jedyny skurcz jaki mnie złapał to przy tablicy 42 km, a tam to już nie zrobiło na mnie najmniejszego wrażenia bo zobaczyłem te wymarzone 4 litery: META. Ścisnęło mnie za gardło, a po całym ciele przeszedł dreszcz, ale kulminacja euforii nastąpiła dopiero za kilkadziesiąt sekund kiedy to na mecie zobaczyłem Monikę no i cóż, uroniłem łezkę. Niewiele miałem takich momentów w życiu, dlatego muszę przyznać, że ukończenie pierwszego w życiu maratonu to po prostu coś fantastycznego!

Ponoć 90 procent debiutantów mówi na mecie maratonu, że to był ich ostatni taki dystans. A ja od razu wiedziałem, że jestem wśród tych pozostałych 10 procent, które mówią: „Ja to jeszcze zrobię. I to nie raz!”

Łukasz Zawadzki

(Tak oto  mój dzielny kolega Łukasz zainicjował dzielenie się wrażeniami z maratonu. Gdyby inni debiutanci lub nie debiutanci też chcieli się podzielić swoimi wrażeniami, to wyjdzie nam cały bezcenny cykl wzruszających opowiadań. Wysyłajcie na biegamy@zielona.agora.pl, albo publikujcie sami, o ile znacie login i hasło :) To apelowałem ja - atom, niegdyś straszny)

23:39, lu.woznicki
Link Komentarze (2) »

Cóż... może to nie było koło baloników na 3:30, może też nie całkiem o wpół do dziewiątej, a jednak w strefie przedstartowej udało się choć na chwilę zgrupować część zielonogórskich maratończyków i strzelić fotkę.

Wszyscy bohaterowie zdjęcia, oczywiście oprócz synka Łukasza K., dotarli do mety. I prawie wszyscy byli zadowoleni.

Więcej pomaratońskich myśli i zdjęć pojawi się już wkrótce!

atom  

11:03, lu.woznicki
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 października 2014

 

W niedzielę po raz pierwszy zmierzę się z dystansem, który jeszcze nie tak dawno był dla mnie tak odległy jak.... księżyc. Z tej okazji zerknęłam na historię moich treningów i tak się złożyło, że od mojego pierwszego treningu odnotowanego na endo (4 lipca 2013r) przebiegłam łącznie dystans 2.500 km!!!!

Kupując swoje pierwsze buty w Sklep dla biegaczy RunPlanet , usłyszałam, że spokojnie starczą mi na jakieś 1.000 km. Pomyślałam sobie, że w życiu tyle nie przebiegnę, i to będę moje jedyne buty do biegania  ale okazało się, że troszeczkę się pomyliłam Pierwszy w życiu start - 10 km - Bachus 2013 (01:00:22) i tydzień później tak z marszu, za namową Morcia - II Półmaraton Zielonogórski (02.25;25 i prawie zgon). Później jeszcze dwa październikowe starty na dyszkę....

W tym roku nieco poszalałam, było tych startów.....-naście. Miałam ustalony przez siebie plan na ten rok, 10km w 50 minut, połówka poniżej 2h i .....na koniec maraton - ukończyć, bez wyśrubowanych założeń czasowych. Dwa pierwsze założenia udało mi się zrealizować dzięki kilku "pomagierom"....a szczególnie takiemu jednemu, co ma do mnie anielską wręcz cierpliwość ;-) , ale na razie nie będę nikomu dziękować (poczekam z tym do niedzieli)!

Wyświetlanie PicsArt_1413017105245.jpg

Zrobiłam sobie skrót z historii z Endomondo i trochę się pochwalę, bo nie ukrywam, że jestem z siebie dumna:

PODSUMOWANIE

Liczba treningów: 231

Czas trwania: 11d:05g:12m

Dystans: 2509,4 km

Spalone kalorie: 152159 kcal

REKORDY ŻYCIOWE

BieganieTest Coopera (12 min) 2,53 km

W godzinę 11,42 km

1 km 4m:22s

5 km 24m:40s

10 km 49m:59s

Półmaraton 1g:52m:31s

Mam nadzieję, że to wystarczy żeby pokonać maraton!Trzymajcie kciuki

pozdrawiam

Malina 





11:09, lu.woznicki
Link Komentarze (2) »
piątek, 10 października 2014

Taką mam propozycję: w niedzielę o 8.30 spotkajmy się na starcie w Poznaniu np. w okolicy baloników na 3:30 i strzelimy sobie pamiątkową fotę.

12:51, lu.woznicki
Link Komentarze (1) »
środa, 08 października 2014

Dla tych, którzy szykują się do maratońskiego debiutu w Poznaniu, odgrzebuje ten tekst już kolejny raz. Oto ważne przykazania spisane przez trenera Wojciecha Staszewskiego, niegdyś dziennikarza „Gazety Wyborczej”. Tekst powstał już kilka lat temu i nie wiem, czy autor dziś ujął by wszystko tak samo. Ale w znakomitej większości to wciąż cenne i aktualne rady:

DO MARATONU DWIE DOBY

Piątek, 9 
Pobudka. Mam nadzieję, że udało ci się wziąć dzień wolny i nie masz niczego na głowie. Do maratonu równo 48 godzin. Trenowałeś miesiącami, dziś już niczego nie poprawisz. Możesz co najwyżej sporo zepsuć. Co więc robić, a czego nie?

Piątek 9.30
Śniadanie - bez eksperymentów, to co jadasz zwykle. Po drugie - wskazane węglowodany (przede wszystkim pieczywo), unikaj białka. Ta zasada obowiązuje przez ostatnie trzy dni przed startem na wszystkich posiłkach. Z węglowodanów będzie pochodziła energia do biegu.
Postaraj się nie popijać posiłku herbatą ani kawą - to zmniejsza przyswajanie żelaza i źle wpływa na poziom hemoglobiny (a od tego zależy transport tlenu w organizmie). Najlepszy będzie sok owocowy, mięta, herbatka owocowa, woda, nawet napoje gazowane (jeśli nie walczysz z nadwagą). Herbata, kawa - między posiłkami.

Piątek 10.30
Rozruch. Ostatni mocny trening, tzw. superkompensację, powinieneś zrobić w czwartek (a jeśli przekroczyłeś pięćdziesiątkę, książki zalecają nawet środę) - najlepiej, żeby była to seria kilometrówek bieganych w tempie o 30-60 s szybszym, niż zaplanowane na maraton. Dzisiaj już na to za późno, organizm nie zdążyłby się zregenerować po mocnym akcencie. Zrób tylko łagodny rozruch - pół godziny wolnego biegania, a na koniec seria (3-6) krótkich, dość szybkich przebieżek po 30 sekund. I przyzwoite rozciąganie (powinieneś mieć we krwi, że każdy trening kończy się stretchingiem).

Piątek 14.30
Obiad - węglowodany. Makaron, ryż, ziemniaki. Do tego surówka, może być też kawałek mięsa. Ale sama pierś kurczaka bez dodatków - to zły pomysł.

Piątek 19
Kolacja - węglowodany. I picie. Wielkie nawadnianie będzie jutro, ale już dziś staraj się pić trochę więcej niż zwykle.

Piątek 21
Dobranoc. Ta przedostatnia noc przed startem jest najważniejsza - musisz się wyspać, wypocząć. Nawet jeśli nie jesteś jeszcze śpiący, odpoczywaj w łóżku. Żadnej pracy, intensywnych imprez towarzyskich, przyjęć, prac domowych. Szykowałeś się do biegu miesiącami, nie popsuj tego w parę godzin. Robota nie ucieknie, forma może zniknąć.

Sobota 9
Śniadanie - węglowodany i dużo picia. Zaczynamy wielkie nawadnianie. Przez cały dzień wypij dodatkowo dużą butelkę wody mineralnej. Odwodnienie podczas startu to twój największy wróg (dlatego podczas biegu na każdym punkcie odżywczym co 5 km pij kilka łyków wody lub napoju izotonicznego).

Sobota 10
Rozruch? Jeśli nie zrobiłeś go w piątek, możesz wykonać dziś. Są zwolennicy odpoczynku w przeddzień maratonu oraz tacy, którzy wolą odpocząć dwa dni przed startem, a dzień przed zmobilizować się lekkim treningiem. Ja wolę tę drugą szkołę; debiutantom doradzałbym jednak piątkowy rozruch.
Na pewno nie można dziś nadmiernie rozluźniać mięśni, zmniejszać ich napięcia. Przez cały ostatni tydzień zakazane są sauna oraz basen. Masażu dzień przed startem też nie rób.

Sobota 11
Leń się. Nie łaź po mieście, nie daj się wyciągnąć nikomu na zakupy, nie pracuj w ogródku. Staraj się siedzieć z wysoko uniesionymi nogami (odciążasz je). Pamiętaj nie tylko dziś: regeneracja to ważny element planu treningowego.

Sobota 14
Obiad, węglowodany, dziś makaron jest obowiązkowy. Pij dużo.

Sobota 16
Trzeba odebrać zestaw startowy, to już ostatni dzwonek. Sprawdź pogodę na jutro, przemyśl, w jakiej koszulce pobiegniesz. Na upał - koszulka na ramiączka, na zwykłą pogodę lub lekki chłód - koszulka z rękawkami. Na wielki ziąb, deszcz możesz założyć lekką bluzę. Do ubrania przypnij numer startowy. Elektroniczny chip, dzięki któremu zostaniesz odnotowany na starcie i na mecie zwykle umieszczony jest pod numerem. Czasami jednak trzeba wpleść go w sznurowadła - zrób to zawczasu. Spodenki - krótkie, chyba że bardzo lubisz biegać w legginsach. Na upał - czapka. Buty - jeśli masz kilka par, wybierz lekkie, dynamiczne (a świetne buty typu free zostaw na wolne treningi). Wybierz sprawdzone skarpetki (najlepsze krótkie skarpetki biegowe albo długie kompresyjne).

Sobota 19, najpóźniej 20
Kolacja. Poprawka makaronowa czy wolisz pieczywo? W każdym razie węglowodany.

Sobota 21
Chłodny prysznic. Żadnej ciepłej kąpieli, rozluźniania napięcia mięśniowego. Na koniec wieczornej toalety polewaj przez kilka minut nogi zimną wodą. Możesz to robić częściej, zwłaszcza po cięższym treningu, ale szczególnie zachęcam przed maratonem. Krew, którą organizm zacznie intensywniej pompować, oczyści komórki i przygotuje mięśnie do jutrzejszego wysiłku. Obetnij starannie paznokcie u nóg, spiłuj rogi pilnikiem, posmaruj kremem stopy.

Niedziela 6
Pobudka. Porządne śniadanie. Wypróżnienie - to najważniejsza rzecz tego ranka. Jeśli jest problem, potruchtaj parę minut, żeby problem nie złapał cię na trasie biegu. Na wszelki wypadek weź kawałek papieru toaletowego (oby nie był potrzebny na trasie).

Niedziela 7
Pij do woli, ale po śniadaniu nie podjadaj. Dopiero pół godziny przed startem uzupełnij zapas energii batonem albo bananem. Nie wcześniej, bo organizm wytworzy insulinę i zażąda drzemki. Sprawdź pogodę, czy nie musisz zmienić koszulki i przepiąć numeru startowego. Jeżeli jest bardzo zimno i deszczowo - weź duży worek na śmieci, wytnij otwór na głowę i ubierz się w taką zbroję przed startem. Zrzucisz ją w ostatniej chwili, kiedy usłyszysz strzał startera.
Przed nałożeniem skarpetek wysmaruj stopy kremem, zmniejszy się tarcie i groźba pęcherzy. Jeżeli koszulka nie jest sprawdzona i może obcierać, posmaruj też korpus i - rada tylko dla facetów - zaklej sutki plastrem.

Niedziela 9
Start. Zacznij w takim tempie, które będziesz mógł utrzymać do końca. Żeby to wiedzieć, powinieneś w ostatnich tygodniach wystartować kontrolnie na 10 km albo w półmaratonie. Licz ostrożnie - oczekiwany czas maratonu to ok. pięć razy czas z 10 km.

Jeżeli na 20.-25. kilometrze poczujesz przypływ sił, to NIE przyspieszaj(!), euforia może cię drogo kosztować. Jeżeli wcześniej testowałeś żele węglowodanowe, to możesz zjeść nawet dwa - na 20. i 30. kilometrze. Życzę ci, żebyś na 35. kilometrze poczuł Wolę Bożą, wtedy możesz ruszyć szybciej i poprawić prognozowany wynik nawet o kilka minut.
Powodzenia!

14:05, lu.woznicki
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 53
↑ top | | design by kate_mac