Ten blog powstał, aby rozkręcić bieganie w Zielonej Górze i okolicach miasta. Jest też po to, aby pokazać biegaczy i udowodnić, że bieganie uszczęśliwia, wyszczupla, odmładza, wzmacnia ciało, rozjaśnia umysł, no i zwiększa ochotę na seks Chcesz pobiegać z nami? Napisz na: biegamy@zielona.agora.pl
sobota, 13 grudnia 2014

Zima to najlepszy okres do budowania fundamentów naszej formy, na której postawimy nasze nowe rekordy życiowe - mówi Piotr Książkiewicz, trener lekkiej atletyki i organizator największego w Polsce cyklu biegów przełajowych City Trial.

Fundament ten jest stopem dwóch tworzyw. Pierwsze to baza tlenowa. Drugie to siła mięśniowa.

Czym jest siła mięśniowa, każdy wie. Biegacz powinien budować ją na siłowni, wykonując trening obwodowy z małym obciążeniem i dużą liczbą powtórzeń.

Czym natomiast jest baza tlenowa? - To zdolność organizmu do znoszenia średnio intensywnych wysiłków. Budujemy ją poprzez jednostki treningowe składające się z powolnych i długich wysiłków - wyjaśnia Paweł Zembura, trener Plusfitness.pl.

- Powolne i długie wysiłki to takie, w czasie trwania których nasze tętno nie przekracza 65-75 proc. tętna maksymalnego, a dystans nie jest dłuższy niż 20 proc. naszego tygodniowego kilometrażu - doprecyzowuje Weronika Zielińska, trenerka personalna 12tri.pl.

CAŁY TEKST O ZIMOWYM WYKUWANIU STALI NA POLSKABIEGA.PL

12:54, lu.woznicki
Link Komentarze (2) »
wtorek, 09 grudnia 2014

Jak by tu zacząć? Może np. tak:
O wiele wcześniej zanim 9 grudnia rano wstałem i w okienko spojrzałem, usłyszałem głos... no, nie da się powiedzieć, że był to głos ptaszyny, niemniej głos ów mówił, że 9 grudnia przypadają Wiesi imieniny.
Z tej okazji powstał biegowy komitet twórczy. Komitet z góry przeprasza, jeśli efekt osiągnął bardziej tfuu(!)rczy niż twórczy. W każdym razie intencje miał szczere, chciał żeby wyszła niespodzianka, żeby było miło i żeby Wiesia była happy.
Na początek strzelamy z grubej amunicji. Państwo pozwolą, oto prawie pełnometrażowy film pt. Biegaczka Wiesia:

No tak, ale filmy już się wcześniej na blogu pojawiały, a chodziło jednak o coś wyjątkowego na wyjątkową okazję dla wyjątkowej osoby. Komitet z tego wybrnął. Najpierw w długie bezsenne noce opracował zasady wymyślonego przez siebie gatunku literackiego - grafoliryzmu okołobiegańskiego. A później to już była łatwizna. Wystarczyło podstawić twarz, która daje natchnienie, i jedziemy:

O Wiesławo!
Tyś sławą i chwałą
Obuta nadzwyczajną

Ty sprytem gazelim
Przemierzasz lasy ostoje
Chodniki i szosy

Łączysz biegaczy dobrocią
W koralik różańca
Uzdrawiasz chorych - kontuzjowanych
Dobrym słowem

Pamiętasz o Każdym
Czy Każdy o Tobie pamięta?
No tak, przecież Wiesia jest jedna!

Komitet ośmiela się zwrócić uwagę na pewien fakt. Otóż w naszej dzielnej drużynie Wiesia może być jedyną biegaczką, która skompletowała trzy kolory medali! I żeby nam nikt nie zarzucił, że podajemy niesprawdzone wyniki, albo że nam się system obliczeniowy wyłożył, oto dowód z bezstronnej strony enduhub.com, a zaraz po tym dowodzie na finał jeszcze jeden - doniosły niczym wiersz wieszcza - utwór z gatunku grafoliryzmu okołobiegańskiego. Jakoś obawiamy się, że nie znajdziemy wielu naśladowców, a przecież nie możemy przejść do historii literatury z jednym tylko utworem:

niechaj szykowny medal powiesi
który na szyi wiesza medale
nieco s(Hyłonej) do biegu Wiesi
my z Wiesią w bólu, my z Wiesią w chwale

I to już cały program prawie artystyczny. Wiesiu, kończymy. Jeszcze tylko za wszystkie biegaczki i wszystkich biegaczy - uściski oraz imieninowo i troszkę też urodzinowo: przyjaciół, szczęścia, zdrowia i spełnienia marzeń o 42,195 - życzymy!!!

komitet



02:33, lu.woznicki
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 08 grudnia 2014

Krótko i na temat. Dyskusja nad wyborem treningowego obszaru raczej nie przejdzie do historii najbardziej burzliwych ;) niemniej dziękujemy wszystkim, którym chciało się zająć stanowisko. Jasno wynika z tej dyskusji, że podejmujemy próbę powrotu na strefę. Uwzględniamy jeszcze zakulisowe wnioski o godziny rozpoczęcia treningów.

I oto obwieszczamy nowy, zimowy porządek zajęć, który obowiązuje od zaraz. czyli już w najbliższy wtorek 9 grudnia odpalamy!:

WTORKI I CZWARTKI - O GODZ. 19 ZBIÓRKA NA PARKINGU PRZY MAKRO i bieganie po strefie lub okolicy.

SOBOTY I NIEDZIELE - O GODZ. 9.30 ZBIÓRKA NA PARKINGU PRZY AMFITEATRZE i bieganie po wzgórzach lub okolicy.

PS

Rozspiska dotrze dziś już do tych, którzy się zgłosili. Reszta ma jeszcze dobę na przemyślenia ;)

atom  & zawodnik



16:07, lu.woznicki
Link Komentarze (1) »
środa, 03 grudnia 2014

Od 8 grudnia startujemy już na serio. Miało być dwa tygodnie temu, ale wiecie jak to jest w drużynie bałaganu... W każdym razie dłużej już nie wolno nam zwlekać. I teraz są dwie ważne kwestie do omówienia:

1. Kto ma ochotę na rozpiskę, dzwoni do mnie lub pisze na andrzej.tomasik@zielona.agora.pl

Część z was wie, o co chodzi. Tym, którzy nie wiedzą, e-mailowo lub telefonicznie wyjaśnię, co i jak.

2. Czy, a jeśli tak, to gdzie organizujemy cztery wspólne treningi w tygodniu?

Z jednej strony sprawa jest prosta. Bo mamy obecnie terminy i miejsca dla trzech treningów w tygodniu: we wtorki i czwartki o 18.30 przy Parku Tysiąclecia oraz w niedziele o 9.30 przy amfiteatrze. Można do tego dołożyć - sobotę o 9.30 przy amfiteatrze i byłoby po temacie. Ale!!!

Tak sobie myślę, że bieganie po mieście było dobre bez rozpiski, ale z rozpiską może już być o wiele trudniejsze. Dojdą różne pomysły trenera do wykonania na OWB2, rytmy, podbiegi, skipy, tempówki itp.

Dlatego proponuję jeszcze raz rozważyć temat strefy k. Makro. Nie tęsknię za strefą, ale po zmroku to miejsce chyba nie ma w Zielonej konkurencji.

Co mamy do wyboru? Zakładam, że sobota i niedziela zostają na wzgórzach. Chodzi zatem o wtorki i czwartki. Można zostawić tak, jak jest. I wtedy kilometry tłuc po mieście, a dziwne pomysły realizować w parku. Albo przenieść się we wtorki i czwartki na strefę. Co proponujecie? Może ktoś wymyśli coś lepszego. Piszcie chyba najlepiej w komentarzach do tego wpisu. Wtedy będziemy mieli wszyscy przekonanie, że zwycięży demokracja ;)

atom

18:27, lu.woznicki
Link Komentarze (7) »
piątek, 28 listopada 2014

No właśnie czy Wy też tak macie? Wiem, że część ludzi biega, trenuje, robi cokolwiek a ja mam jeden wielki NIECHCEMISIE nic.

W listopadzie postanowiłam po półtora miesiąca nic nie robienia ruszyć na crossfit tak bardzo polecany i zachwalany. Moje oczekiwania przed sezonem startowym to przede wszystkim wzmocnić mięśnie i w końcu ruszyć tyłek z domu. Oczywiście moje mocne postanowienie poprawy musiało się odwlec w czasie, gdyż w Halloween dość mocno stłukłam kolano co zakończyło się wizytą w szpitalu, na szczęście rentgen czysty więc „tylko” 2 tygodnie rekonwalescencji i mogłam zacząć treningi.

Oczywiście nie wytrzymałam i w ramach sprawdzenia kolana poszłam po tygodniu na fitness. Aby rozruszac zakwasy w tym samym tygodniu udałam się na zajęcia cross fit, które spełniły moje oczekiwania, gdyż po pierwszych nie mogłam chodzić przez tydzień;) już chyba zapomniałam jak to jest po treningu gdzie wytyrana prawie na czworakach poszłam do szatni i do domu wracałam z bananem na twarzy – tak znowu pojawiły się tak przez nas uwielbiane endorfinki ;)

W ramach mobilizacji zapisałam się na koniec stycznia na półmaraton gór stołowych. Oczywiście był to kompromis gdyż Kubuś namawiał mnie na Zimowy Maraton Karkonoski używając oczywiście argumentu – Ty nie dasz rady ?;)

Powoli w głowie układam plan startów na nadchodzący sezon, jednak przeraża mnie trochę fakt, iż aby temu wszystkiemu podołać muszę przecież dość solidnie potrenować.

Przede mną kolejne wyzwania maratońskie, gdyż w planach Cracovia maraton i najprawdopodobniej karkonoska setka, ale tu Was zaskoczę na dystansie tylko 55km i na pewno nie z plecakiem 8 kg ;)

Tak czy inaczej przede mną dużo ciężkiej pracy. Startuje z bieganiem w niedziele i strasznie się tego boje, będzie krew pot, łzy i mam nadzieje potem endorfiny. Chodzą słuchy, ze lada dzień będzie już nowa cieplutka rozpiska od naszego trenejro wiec Atom czekam na wieści i info czy i kiedy startujemy ze strefą. Kiedyś napisano o Pedrze, że „potrzebuje ludzi na gwałt do biegania” i jak też tak mam. Nienawidzę biegać sama, więc podszlifuje formę i mam nadzieję do zobaczenia zimą na strefie.

Anna Maria

P.S.

Poniżej zdjęcie, które zawsze dodaje mi mobilizacji, bo dla takich chwil warto żyć ! ;)

 



16:33, lu.woznicki
Link Komentarze (1) »
sobota, 22 listopada 2014

Mamy przyjemność, zaprosić wszystkich biegaczy i nie tylko na II Charytatywny Trening Mikołajkowy ZGZB, który odbędzie się w sobotę 6 grudnia o godz. 11 na Wzgórzach Piastowskich w Zielonej Górze.
Po treningu zapraszamy na wspólną biesiadę na której serwować będziemy słodkości oraz ciepłą herbatę. Będzie również możliwość upieczenia kiełbasek na ognisku.
Całkowity dochód z wpisowego zostanie przeznaczony na zakup paczek mikołajkowych dla podopiecznych Świetlicy Socjoterapeutycznej GNIAZDO.
Wpisowe można przelewać na konto ZGZB, wpisując w tytule przelewu "wpisowe trening mikołajkowy". Można również wspomóc nas bezpośrednio przynosząc w dniu treningu słodycze.


Zielona Góro Zacznij Biegać

20:44, lu.woznicki
Link Komentarze (2) »
wtorek, 18 listopada 2014

14 września 2014 r. stanęliście na starcie III LOTTO Półmaratonu Zielonogórskiego, by na sportowo podsumować Winobranie 2014. Jeśli macie ochotę raz jeszcze przemierzyć z nami ulice Zielonej Góry, zapraszamy do obejrzenia filmu. Może znajdziecie na nim siebie...

A my...? Zaczynamy prace do IV Półmaratonu. Są różne pomysły, plany, koncepcje. Z pewnością będzie on inny od tych, które już były. Śledźcie nasze poczynania, bo już z początkiem nowego roku uruchomimy zapisy. Wierzę, że do ZG przyjedzie jeszcze więcej biegaczy zmierzyć się z naszą "górską" trasą, heh...

Małgosia 

09:06, lu.woznicki
Link Komentarze (2) »
niedziela, 09 listopada 2014

Biegaczki, biegacze! Wtorek (najbliższy) jest dla większości dniem wolnym od pracy. Nie ma zatem sensu, byśmy spotykali się na treningu dopiero wieczorem i tuptali po ulicach naszego miasta.

Wprowadzamy niedzielny porządek zajęć, czyli zbiórka o godz. 9.30 na parkingu przy amfiteatrze. Kto ma ochotę pobiegać i nie wyjeżdża na żaden niepodległościowy start, zapraszamy!

atom & zawa

19:37, lu.woznicki
Link Komentarze (2) »
piątek, 07 listopada 2014

Taaak. Na zdjęciu, ten pierwszy z prawej, to jestem ja - Maciej Orciuch. Jest rok 2010. Ważę 120 kg. Pracuję jako pracownik administracji samorządowej w Urzędzie Marszałkowskim. O tym, że miałbym zacząć biegać, nawet nie myślę. Ze sportów uprawiam tylko... siedzenie przed telewizorem oraz siedzenie przy grillu na działce:

 

Mija rok. Jest wrzesień 2011. Wtedy postanawiam coś ze sobą zrobić. Zapowiadam, że zacznę się odchudzać. I to dość ostro. Córka mówi, że nie dam rady. Przecież zapowiadałem to samo już kilka razy i nic z tego nie wychodziło.

Zakładamy się. Wygram, gdy do końca roku zejdę z wagą do 90 kg. Jeśli nie, wygra córka.

Ważę na tyle dużo, że do wszelkiej aktywności fizycznej muszę podchodzić ostrożnie. Wybieram rower stacjonarny. Jeżdżę codziennie przez godzinę, stopniowo dokręcając sobie obciążenie. Odstawiam słodycze, colę i inne słodkie napoje gazowane, ziemniaki, pieczywo, nie obżeram się. Tak mija mi końcówka września, październik, listopad, większość grudnia.

W wigilię jest komisyjne ważenie. Mam 90 kg. Wygrałem zakład.

Nie chcę jednak na tym poprzestać i znów się zapuścić. Nadal trzymam dietę, nadal jeżdżę na rowerze stacjonarnym. Wiosną - w kwietniu przypadkiem poznaję ludzi, którzy chodzą z kijami. Przyłączam się do nich. Chudnę wtedy jeszcze bardziej - do 84 kg. W czerwcu podejmuję decyzję, że zacznę też biegać. Zaczynam nie od treningów, tylko od startu w drugiej odsłonie Parszywej Dwunastki. Chociaż jestem kompletnie bez przygotowania biegowego, pokonuję trasę, cały czas biegnąc, w godzinę i 16 minut. Na mecie słyszę, że we wrześniu odbędzie się pierwszy półmaraton w Zielonej Górze. Podejmuję wyzwanie. Jeszcze chodzę z kijami, ale już zaczynam także przygotowania do półmaratonu. Zaczynam biegać. Trenuję sam, głównie po Wzgórzach Piastowskich.

We wrześniu staję na starcie pierwszego półmaratonu. Zakładam sobie, że do mety chciałbym dotrzeć w 2:15. Udaje mi się. Wtedy odstawiam kije. Zajmuję się tylko bieganiem. Jest 23 września 2012 r. Na pamiątkę po przygodzie z kijkami pozostaje mi medal z mistrzostw świata w Nordic Walking z Jakuszyc 2012.

Przez właścicieli sklepu Run Planet poznaję ludzi, którzy biegają. Zaczynają się wspólne treningi, grupy, rozmowy, plany kolejnych startów. Nie boję się już myśli o dziesiątce, dwunastce czy półmaratonie. Ale do tematu "mój pierwszy maraton" zabieram się bardzo ostrożnie. Uważam, że nie zdecyduję się na to wcześniej niż w 2015 r.

Tyle że ten plan szybko wali się w gruzach, a dzieje się tak, bo w październiku dowiaduję się, że za chwilę zaczynają się zapisy do jubileuszowego - 40. Maratonu Berlińskiego, który odbędzie się we wrześniu 2013 roku. Po co mam zwlekać do 2015 r.? - myślę sobie. Podejmuję błyskawiczną decyzję, rejestruję się i... jest!!! Już w październiku wiem, że jestem na liście startowej. W 10 minut dostałem się do grona szczęśliwców - którzy pobiegną w jubileuszowej edycji jednego z największych maratonów na świecie.

Zabieram się za przygotowania, treningi, starty w półmaratonach, innych biegach. Pojawia się też taka myśl, żeby wiosną na próbę wystartować w maratonie w Krakowie. Zimą nabijam kilometry. W kwietniu przed startem w Krakowie jestem już w stanie pobiec jako pacemaker Półmaratonu Przytok na 2:00.

Niedługo po tym staję na starcie w Krakowie. Ale traktuję to wyłącznie jako próbę przed Berlinem. Tam będzie mój prawdziwy debiut, tutaj jest tylko i aż test dla mojego ciała, psychiki, organizmu. Nie myślę też o walce z czasem. Biegnę bardzo swobodnie. Dwa kilometry przed metą jestem już pewny, że dam radę. Widzę finisz na Błoniach. Przez ostatni kilometr do oczu napływają łzy. Łzy wzruszenia. Finiszuję z czasem 4:19.

Po Krakowie cały czas bawię się bieganiem. Nie mam żadnego parcia na wyniki i łamanie barier, nie korzystam z rozpiski, ale zwykle z przyjemnością wybieram się na treningi i zaliczam sporo imprez biegowych. W Sobótce przekonuję się, że te imprezy to nie zawsze słońce i uśmiech na twarzy startujących, tylko czasami ekstremalne przeżycie - temperatura poniżej minus 10, zamarznięta woda w kubeczkach i przenikliwy wiatr, od którego na mecie nie czuje się swojej twarzy.

Moja waga cały czas zjeżdża w dół i niemal co noc śni mi się, że wbiegam na ostatnią prostą w Berlinie, przebiegam pod Bramą Brandenburską. I wreszcie nadchodzi czas Berlina. Staję na starcie, czuję, że to taki mój prawdziwy maratoński debiut. Chcę z tej okazji złamać cztery godziny. Ruszamy i od startu jest niesamowicie. Publika, muzyka, atmosfera nie do opisania - wszystko, co niesie do mety. Tłumy, naprawdę tłumy kibiców wzdłuż całej trasy. A mój wyśniony bieg układa mi się w sposób... wyśniony. Połówkę kończę spokojnie w czasie 2:01. Potem przyspieszam. Nie wpadam na żadną ścianę, nie dopadają mnie bóle, kryzysy, skurcze. Wbiegam na ostatnią prostą, która śniła mi się mnóstwo razy. Przez ostatni kilometr krzyczę. Ręce trzymam w górze i drę się tak z radości do samej mety. Na zegarze widzę czas: 3:50. Drugą połówkę przebiegłem więc o wiele szybciej niż pierwszą - w godzinę i 49 minut. Dopiero teraz czuję się prawdziwym maratończykiem, mimo że przecież pół roku wcześniej ukończyłem Kraków.

Od Berlina bieganie przestaje być dla mnie jednym z elementów i warunków dalszego odchudzania. Zaczynam traktować to poważniej, ale bez przesady. Planuję starty, szukam planów treningowych. Zakładam bariery, które chcę złamać na dystansach: 10 km, półmaratonu i maratonu.

Dzięki bieganiu poznaję też mnóstwo ludzi. Szybko w kręgach zielonogórskich amatorów biegania zyskuję nowy pseudonim artystyczny - „Morciu”, a później „Morciu Harpagan”. Coraz więcej trenuję z różnymi grupami biegowymi. Ale ciągle są treningi, na które wybieram się sam. Nie trzymam się planów jak regulaminu wojskowego. Wychodzę z założenia, że bieganie przede wszystkim ma sprawiać mi przyjemność. Nie muszę osiągać czasów za wszelką cenę. Kiedy jestem przeziębiony, kiedy jest wredna pogoda, to po prostu odpuszczam trening.

Założyłem sobie, że w 2014 r. pobiegnę dychę w okolicach 45 minut. Wyszło mi 41,07 w Górze. Na półmartonie chciałem osiągnąć czas poniżej 1:40. W Pile udało mi się przebiec w 1:33. Na maraton założenie było na 3:30. 12 października w Poznaniu wpadłem na metę w czasie 3:27. „Atom” pękał z zazdrości ;)

Ale jeszcze grubo przed Poznaniem poczułem, że długie dystanse już nie sprawiają mi problemu. I tak oto zrodził się pomysł, by zmierzyć się ultramaratonem i wystartować w Karkonsokiej Stówce. I cóż... Wyszło tak, że pierwsza stówka jest jeszcze ciągle przede mną. W czerwcu w Karkonoszach musiałem zrezygnować na 53. kilometrze, bo złapała mnie kontuzja łydki. Ale na pewno wrócę tam w przyszłym roku i poznam trasę do samego końca!

 

Dziś ważę 76 kg, zrzuciłem więc 44 kilogramy. Dzięki regularnemu bieganiu nie muszę teraz jakoś specjalnie troszczyć się o dietę. Mogę pozwalać sobie na wszystko. Bieganie dalej mnie bawi i myślę, że będzie mnie bawić jeszcze długie lata. Złamałem bariery, które chciałem złamać. W tej kwestii już nic nie muszę sobie udowadniać. Zresztą dla mnie bieganie to nie jest nieustanna walka z rekordami. Gdy mam ochotę i czuję się dobrze, walczę o życiówkę. Ale gdy mnie ktoś poprosi o dotrzymanie towarzystwa lub o poprowadzenie na czas dla niego satysfakcjonujący, wtedy nie ścigam się, tylko gadam lub pomagam. Czyjaś życiówka i czyjś uśmiech na mecie to dla mnie większa nagroda niż własny wynik. Jeśli chodzi o moje spełnienie czy niespełnienie, w głowie tkwi jeszcze ta stówka. Ale pokonam ją. Będę wybierał sobie inne ciekawe biegi.

Co powiem ludziom, którzy dziś ważą za dużo i myślą, że nigdy nie przebiegną nawet kilometra, nie mówiąc już nawet o maratonie? Po prostu spróbujcie. Zacznijcie powoli. Spacerujcie, chodzenie z kijami też na początek będzie OK. Nie myślcie o tempie, długich dystansach i o własnych rekordach. To przyjdzie z czasem.

Bieganie na pewno jest świetnym sposobem na odchudzanie. A później może się okazać, że jest także świetnym sposobem na życie, jak stało się u mnie.

opowieść Morcia Harpagana spisał Atom Huragan

PS

W konkursie na najśmieszniejsze rozwiązanie fotozagadki wygrywa odpowiedź nadesłana przez Bartosza W.: - To grube coś siedzące po prawej chyba zjadło Morcia ;-) Tylko twarz została. Na szczęście już wypluło.

19:37, lu.woznicki
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 03 listopada 2014

Niezależnie od tego, czy jesteś rodzinnym kombi z rosnącym przebiegiem i aspiracjami czy aerodynamicznym bolidem ścigającym się w biegowej Formule 1, jedno jest pewne - po sezonie potrzebujesz zjechać do pit stopu. Jak każdy potrzebujesz roztrenowania.

Ciało człowieka często porównuje się do maszyny. Czemu zatem nie porównać go do samochodu? Analogia jest uzasadniona z przynajmniej dwóch powodów.

Po pierwsze, organizm składa się z milionów małych części, które tworzą podzespoły. Te z kolei połączone są w układy tworzące całość. Złożone zależności między systemami i wysoki poziom technologii użyty do połączenia części, wcale nie muszą być znane użytkownikowi. Czy statystyczny kierowca wie dokładnie, jak działa silnik? Nie, ale wie, że co jakiś czas samochód potrzebuje przeglądu, aby kierowca mógł z niego korzystać bezawaryjnie.

Po drugie, podobnie jak maszyna, intensywnie eksploatowane ludzkie ciało bez serwisu i przerw w pracy bezkontuzyjniesłużyć nam nie będzie. Ludzki organizm, w przeciwieństwie do samochodu, jest machiną obdarzoną umiejętnością daleko posuniętej regeneracji. Niemniej praca na wysokich obrotach zdolność tę zmniejsza i może doprowadzić do awarii.

Zawodowi sportowcy, podobnie jak zawodowi kierowcy, mają za sobą cały sztab ludzi, który w krótkim czasie jest w stanie zdiagnozować problem i doprowadzić organizm-maszynę do pełnej sprawności. U biegacza amatora ten zespół często sprowadza się do jednej osoby - jego samego. Dlatego powinniśmy umieć odczytywać sygnały, które wysyła nasz organizm, i na posezonowe zmęczenie zafundować sobie pit-stop w postaci roztrenowania.

Roztrenowanie to czas od dwóch do czterech tygodni, który przypada na przełom października i listopada, kiedy to kończą się najważniejsze starty, a natężenie imprez biegowych spada. Biegacze funkcjonują zazwyczaj w takim oto cyklu: późną jesienią i zimą budują formę, wiosną ją szlifują i do końca sezonu startują w zawodach. Jesienne roztrenowanie to niezbędna część cyklu, by do budowania formy przystąpić z nową mocą.

To, czy okres ten będzie trwał dwa, trzy czy 4 tygodnie, zależy od tego, na jakim poziomie zaawansowania biegowego jesteśmy. Jeśli bieganie traktujemy bardziej poważnie, wykonujemy plany treningowe, startujemy w zawodach i mierzymy w konkretne czasy, roztrenowanie jest naszym obowiązkiem.

Jeśli jesteśmy początkujący, biegamy dwa, trzy razy w tygodniu od tegorocznej wiosny i jest to nasza jedyna aktywność fizyczna, to roztrenowanie nie jest konieczne. Nasz organizm ma wystarczająco dużo czasu na regenerację. Nie znaczy to, że mamy zapominać o odpoczynku. Warto wpleść do codziennej rutyny kilka nowych nawyków charakterystycznych dla roztrenowania, które przyspieszą regenerację.

W czasie roztrenowania powinniśmy się skupić przede wszystkim na odpoczynku. Podczas regularnego treningui startów w zawodach mimo naszych najszczerszych chęci, żeby wszystko odbywało się zgodnie ze sztuką, w ciele nagromadziło się mnóstwo napięć. Powstały drobne urazy w mięśniach i ścięgnach, których organizm nie jest w stanie naprawić. Stało się tak między innymi dlatego, że biegając, powtarzaliśmy ciągle jeden wzorzec ruchu. W okresie roztrenowania powinniśmy zupełnie zrezygnować z biegania lub ograniczyć je do minimum. Minimum, czyli 30-minutowego truchtu dwa razy w tygodniu.

Oprócz napięć fizycznych pojawiło się też napięcie psychiczne. Choć lubimy bieganie, to ciągły rygor jedzeniowy i treningowy, oczekiwania względem wyników, ewentualne niepowodzenia mogły sprawić, że mamy go serdecznie dosyć.

Podczas roztrenowania musi odpocząć też głowa. Warto spotkać się częściej niż zwykle ze znajomymi, zjeść coś „zakazanego”, przeczytać książki, na które mieliśmy ochotę, a nie mieliśmy czasu, i obejrzeć zaległe filmy. Pozwólmy sobie na trochę błogiego nieróbstwa i dużo śmpijmy (min. 8 godzin na dobę). Sen pobudza produkcję hormonu wzrostu i przyspiesza regenerację.

Ważne, aby do biegania wracać z chęcią, pozytywnym nastawieniem, aby być głodnym biegania.

Rozbrat z bieganiem wcale nie oznacza, że mamy przestać być aktywni fizycznie. Nie możemy pozwolić na to, by nasze podzespoły zardzewiały. Bawmy się innymi dyscyplinami sportu!

Cały tekst Pawła Jeleniewskiego znajdziecie na PolskaBiega.pl

19:47, lu.woznicki
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 54
↑ top | | design by kate_mac