Ten blog powstał, aby rozkręcić bieganie w Zielonej Górze i okolicach miasta. Jest też po to, aby pokazać biegaczy i udowodnić, że bieganie uszczęśliwia, wyszczupla, odmładza, wzmacnia ciało, rozjaśnia umysł, no i zwiększa ochotę na seks Chcesz pobiegać z nami? Napisz na: biegamy@zielona.agora.pl
poniedziałek, 28 lipca 2014

Wiem. Zrobił się bałagan. I nikt już nie wie, o której zacznie się najbliższy trening. A chociaż słyniemy w świecie jako drużyna bałaganu, trzeba zrobić z tym trochę porządku.

Nowy rozkład treningowy obowiązuje już od dziś do odwołania i jest następujący:

we wtorki i czwartki spotykamy się o godz. 19,

a w soboty i niedziele o godz. 9,

oczywiście na parkingu przy amfiteatrze.

Bardzo serdecznie zapraszamy wszystkich, którzy mają ochotę pobiegać z nami! Przez jakiś czas postaramy się nie mieszać z godzinami i terminami.

Teraz jeszcze garść wrażeń i zdjęć z piątkowego nalotu biegaczy nad Jezioro Głębokie. Tym razem wieści wprost z osławionej ekipy, która przebojem wbiła się na podium, spisała dla was Ula. Poznacie ją wszędzie po radosnym stylu biegania:

 

Większość zdjęć ustrzelił Marek Czapliński, którego niemal wszędzie poznacie po tym, że biegnie z psem.

atom 

XV Maraton Sztafet-Głębokie 2014

Start w XV Maratonie Sztafet - Głębokie 2014 zapewniła nam nasza koleżanka Wiesia Hyła. Zorganizowała Drużynę Gazety "Przyjaciele" w skład, której weszli: wspomniana już Wiesia, ja czyli Ula Surma-Zawadzka, mocne ogniwa Marcin Kruk i Jarek Hyła oraz nasz fotograf Marek Czapliński.

Łatwo nie było. Oprócz "męczącej" pogody, zawodnicy, którzy kilometr biegają poniżej 4 minut. Mogliśmy tylko oglądać ich plecy, a pod koniec maratonu biec samotnie.

Za to doping wczasowiczów i braci biegowej był zapewniony do samego końca. Na trasie można było usłyszeć np. "O, biegnie moja ósemka!" czy "Dasz radę, jeszcze tylko dwa okrążenia!".

Przez prawie trzy i pół godziny całego biegu byliśmy razem. Rezultat jest taki, że w naszej kategorii " +250" zdobyliśmy srebro, a nasz kapitan Wiesia odebrała puchar.

Organizator zapewnił ciepły posiłek, okolicznościowe koszulki oraz rozlosowane zostały upominki. W naszej drużynie szczęściarzami zostali Marcin i Marek.

Wróciliśmy do domu zmęczeni, ale bogatsi o następną biegową przygodę.

Ula

 

21:34, lu.woznicki
Link Komentarze (1) »
niedziela, 27 lipca 2014

Wrzesień 2012 r. Jako ciekawski kibic stoję przy mecie maratonu w Berlinie. Z bliska widzę twarze finiszujących. I w moim odczuciu najszczęśliwsi są ci, którzy wpadając na ostatnią prostą, już wiedzą, że złamią magiczną barierę trzech godzin.

Amatorscy łamacze trójki to jednak dość elitarny krąg. - Ech... Gdybym tak kiedyś i ja złamał trójkę na maratonie - wzdycham sobie w duszy.

Lipiec 2014 r., ośrodek wypoczynkowy nad Jeziorem Głębokim. Spełniło się! Złamałem! Przebiegniecie maratońskiego dystansu 42 km i 195 m zajęło mi 2 godziny, 54 minuty i 59 sekund. Tyle że... nie zrobiłem tego sam. Niemniej mały udział mam, a radość nawet dużą.

W tzw. pierwotnej wersji skład naszej sztafety na Maraton Sztafet miał wyglądać inaczej. Zwykle z Waldemarem staramy się pamiętać o parytetach, równouprawnieniu, żeby miło, kulturalnie i w ogóle. Tym razem też się staraliśmy. Dwie miłe panie, najpewniej kierując się poczuciem litości, w pierwszym odruchu nawet zgodziły się pobiec z nami. Ale później każda z nich na swój wdzięczny sposób odmówiła. I wtedy zrozumieliśmy, że w kategorii K30 raczej już nie mamy czego szukać... 

Przez chwilę nasz występ, a wraz z tym ranga całej imprezy, wisiały na włosku. Na szczęście są jeszcze na świecie koledzy i koledzy kolegów, na których można liczyć. I tak oto dzień lub dwa przed piątkowym startem powstała wyjątkowa sztafeta...


...w składzie (a na zdjęciu od lewej): Piotr Serafin, Waldemar Macias, Johny Tomala Tomasik, Jędrzej Borowiecki, Andrzej Gembara.

Ponieważ Jędrek - w swoich kręgach bardziej znany jako (tu użyję zapisu fonetycznego) „Dżenas” - był wśród nas najmłodszy, dostał najtrudniejsze zadanie: rzucić się do gardła wszystkim tuzom konkurencyjnych sztafet na pierwszej i najdłuższej zmianie. Zaczął tak ostro, że groziło nam spotkanie z komisją ds. zwalczania dopingu w sporcie. Dlatego później my, starzy wyjadacze, musieliśmy sprowadzić wynik i lokatę do „dolnych rejonów stanów średnich”. Finiszowaliśmy na 12. miejscu w generalce oraz na 6. w naszej kategorii. Do podium zabrakło bodaj dziewięciu minut.

Zresztą, później Wiesia i jej sztafeta pokazali nam, że podium to zdobywa się jednak bardziej głową niż nogami. Trzeba po prostu wiedzieć, w jaką kategorię wycelować, a po tym można spijać bąbelki triumfalnego szampana z wielkiego pucharu.

Gdyby ktoś chciał zapytać, czy polecam Maraton Sztafet. To oczywiście, że polecam. Tylko trzeba nastawić się na spotkanie z  szybkobiegaczami. Plusy: kolor pałeczki sztafeta wybiera sobie sama, atmosfera przyjazna, duże prawdopodobieństwo powrotu do domu z nagrodą, czyste jezioro, do którego po biegu miło wskoczyć i popluskać się obok samych sław lubuskiego biegania, naprawdę symboliczne wpisowe.

Rzecz, która napawa mnie dumą: oprócz nas, czyli sztafety pod szyldem Drużyna Gazety II, startowały także Drużyna Gazety I w składzie Jan Wiśniewski, Łukasz Wiśniewski, Małgosia Babel, Paweł Czapliński, Marek zdobywca grilla Bryszkowski oraz Drużyna Gazety Przyjaciele w składzie: Marcin Kruk, Jarek Hyła, Wiesia Hyła, Marek Czapliński, Ula Surma-Zawadzka. I jest szansa, że o ich występie coś tu wkrótce przeczytacie oraz zobaczycie.

Dla wytrwałych czytelników  jeszcze historyjka, co do której nie miałem pewności, czy wypada wspominać, ale mój treningowy druh Adam As: Szulc powiedział, że jak najbardziej wypada.

Otóż każdy lubuski biegacz wcześniej czy później zetknie się z nazwiskiem Marysiak. A jak już się zetknie, to szybko pojmie, że Adam Marysiak to jest taki nasz lokalny Kenijczyk. Na imprezach biegowych widzi się go tylko dwa razy: na starcie, a później dopiero na podium, gdy zgarnia kolejne laury za zwycięstwo. No i ułożyło się tak, że ten sam Adam Marysiak w piątek biegł w sztafecie, która wpadła na metę 20 sekund za nami. Opowiadam o tym „Asowi”, z którym przebiegliśmy wspólnie z milion kilometrów. Dodaję, że: - Wiesz, nie ma się co tym tak specjalnie chwalić, bo przecież to wszystko mocno zależało od składu całych sztafet.

- Nie szkodzi! - rzecze na to „As”. - Wygraną z Marysiakiem, obojętnie w jakiej w konfiguracji, trzeba się chwalić.

No to się tak nieśmiało chwalę.

Wyniki z maratonu sztafet znajdziecie tu.

atom

21:14, lu.woznicki
Link Komentarze (3) »
sobota, 26 lipca 2014

1. Uroczyste pożegnanie Waldemara przed jego wyprawą na Maraton Karkonoski. Chóralne odśpiewanie pieśni pt. Góralu, czy ci nie żal?”

2. Uroczyste powitanie sztafety, która pod wodzą kapitan Wiesi zdobyła wielki puchar w Maratonie Sztafet nad Jeziorem Głębokim. Chóralne odśpiewanie pieśni pt. Niech im gwiazdka pomyślności...”

3. Jakiś bieg po wzgórzach na dystansie 10-12 km. W trakcie biegu chóralne odśpiewanie pieśni pt. Kiedy ranne wstają zorze”

Mnie wyjątkowo nie będzie, ale zachowujcie się tak grzecznie, jakbym był.

atom

13:58, lu.woznicki
Link Komentarze (6) »
środa, 23 lipca 2014

Ciąg dalszy zmian w naszym stałym rytmie treningowym. Otóż na czwartek (24 lipca) są dwie opcje do wyboru:

1. Ta zapowiedź już wstępnie padła - kto z was ma ochotę zapoznać się z trasą Zielonogórskiej Połówki (najsłynniejszy polski półmaraton), to właśnie w najbliższy czwartek o godz. 19 stawia się na parkingu przy Medyku i stamtąd na 10-kilometrową pętlę wyruszą dwie grupki, jedna wolniejsza, druga szybsza.

2. Ponieważ część osób we wtorek się określiła, że kompletnie nie ma ochoty na bieganie po chodnikach i ulicach, to w najbliższy czwartek o godz. 19.30 zbiorą się na parkingu przy Amfiteatrze i zaatakują wzgórza. Śmiało można do nich dołączyć!

Jeśli chodzi o zmiany na sobotę, to pewnie znów lepiej będzie zacząć wcześniej niż zwykle. Co powiecie na powtórkę z godz. 8.30?

atom

00:50, lu.woznicki
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 21 lipca 2014

Kryjemy się przed upałami i na wtorek (22 lipca) zmieniamy godzinę rozpoczęcia treningu. Na parkingu przy amfiteatrze spotykamy się wyjątkowo o godz. 20. Bardzo serdecznie zapraszamy! Co będzie do przebiegnięcia? Jeszcze nie wiem, ale mam nadzieję, że coś krótkiego. Tak, że przed nocą zdążymy, tylko zwyciężymy...

atom

11:17, lu.woznicki
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 lipca 2014

Z krwawiącym sercem przekazuję wiadomość, że trening w najbliższą sobotę (19 lipca) przesuwamy z godziny, która pozwalała się choć troszkę wyspać, na niehumanitarną godz. 8.30!!!

Zbiórka tradycyjnie na parkingu przy amfiteatrze, a w programie długi i powolny bieg po naszych ukochanych Wzgórzach Piastowskich, a na koniec dla ambitnych jeszcze porcja rytmów.

Na trening, co już u nas tradycją wcale nie jest, zapraszamy także w najbliższą niedzielę. Zbiórka o godz. 19.30 na parkingu przy stadionie lekkoatletycznym MOSiR (ul. Sulechowska).

atom

10:36, lu.woznicki
Link Komentarze (1) »
wtorek, 15 lipca 2014

O biegu sztafetowym „Od Ratusza do Ratusza” dowiedziałam się przypadkiem w trakcie naszego cotygodniowego treningu na Wzgórzach Piastowskich :)

Od razu spodobała mi się ta inicjatywa i w oka mgnieniu, zupełnie spontanicznie powstała nasza drużyna. Nazwa była oczywista „Drużyna Gazety Zielona Góra”.

Dopiero po przeczytaniu regulaminu trochę się przeraziliśmy. 100 km w 9 h?! Z naszych skrupulatnych obliczeń wynikało, że to... NIEMOŻLIWE! Mimo to, postanowiliśmy podjąć wyzwanie.

 

Kolega Jarek przygotował szczegółową rozpiskę (za którą go podziwiamy!) i postanowiliśmy zmierzyć się z tym dystansem.

Stawiliśmy się na starcie w składzie (od lewej): Jarosław Hyła, Sylwia Kuźnik, Marek Bryszkowski, ja, Marcin Kruk.

Przez całą trasę towarzyszyła nam wspaniała i niezastąpiona Wiesia Hyła oraz nasz osobisty fotograf, moja (również niezastąpiona) córka Klaudia.

[teraz na chwilę w opowieść Ani wtrąca się wszędobylski redaktor atom, by wyjaśnić, że Wiesię znajdziecie na zdjęciach poniżej, Klaudia to oczywiście ta z aparatem Nikon. Natomiast pana z blastikową butelką prosimy nie kojarzyć z naszą sztafetą. W każdym razie w tym roku nie był powołany :) ]

Od początku byliśmy nastawieni głównie na dobrą zabawę i bez wątpienia bawiliśmy się świetnie. Daliśmy się też porwać odrobinie rywalizacji, która ze zmiany na zmianę, coraz bardziej nas motywowała. Cała forma biegu sztafetowego, przekazywanie sobie szarfy, analizowanie czasów, współpraca, wzajemne wsparcie i dopingowanie wszystkich zawodników biegu stwarzało
niesamowitą atmosferę.

 

Niemożliwe okazało się możliwe! Ukończyliśmy sztafetę w czasie 8:18:38!  Jesteśmy z siebie bardzo dumni, bo nawet nie liczyliśmy na taki wynik.

Polecam wszystkim wzięcie udziału w tym wydarzeniu. Nawet tym, którym dystans 100 km wydaje się nie do przebycia. Wystarczy chcieć! A to zupełnie nowe doświadczenie pozostanie w pamięci na długo.

Gratuluję wszystkim sztafetom ukończenia biegu, szczególnie naszym zielonogórskim :) Miło było Was wszystkich spotkać na trasie i do zobaczenia za rok!

Anna O.

00:22, lu.woznicki
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 14 lipca 2014

Wyznaję, że coraz mocniej kocham bieganie w sztafecie. W sobotę przy okazji 22. edycji „Od ratusza do ratusza” znów dostałem szansę i już dziś proszę: za rok też niech mnie ktoś powoła!

Przed startem znakomita fotoreporterka Agata Michalak, (jeszcze) niekoronowana królowa portretów biegaczy, atuty naszej sztafety widziała trzy:

 

Prawda jest jednak taka, że bez Darii i Kasi daleko byśmy nie zabiegli.

 

A dopiero w piątkę byliśmy kompletni i zgrani jak załoga czarnej rakiety typu s-max.

 

Sami wiecie, że na wyliczankę wszystkich atutów Kasi zabrakłoby miejsca nawet w internecie. Ograniczę się do zatem do tego, że w sobotę Kasia wbiegała pod taką stromą górę, pod którą wcześniej nie zdołał wbiec żaden biały człowiek.

A jak raz na trasie wyprzedzała jednego Niemca, to ten z wrażenia przemówił czystą polszczyzną. Ale do powiedzenia miał tylko jedno krótkie, lecz wymowne i dołujące dla siebie słowo typu przesłanie: „Wiedziałem...”.

W ogóle Niemcy byli pod takim wrażeniem Kasi, że jeszcze na pożegnanie zrobili jej z zaskoczenia zdjęcie, gdy samochodem wracała do domu. Dziewczyna nawet nie zdążyła się uśmiechnąć. Niestety, takie zdjęcie może kosztować nawet ze sto euraków. Oby Niemcom nie chciało się wystawiać rachunku. No przecież złamaliśmy ten głupi zakaz najwyżej o jakieś 20 km/h.

 

Co dziwne, sobotni bieg Darii zestawia mi się w głowie z Mundialem w Brazylii. Nie powiem, że Daria wykiwała resztę biegowego świata jak Niemcy Brazylijczyków. Moje skojarzenie polega na kontraście. Bo piłkarskie mistrzostwa pełne były udawaczy, którzy po byle starciu lamentowali i nabierali sędziego na bolesne faule. Niechby nauczyli się gry z poświęceniem i zobaczyli oklejoną plastrami pewną tylną... część ciała Darii, która dla nas zwiała na bieg nieomal wprost z gabinetu zabiegowego.

Od razu zaprzeczę, jakoby moje pochwały dla Darii miały cokolwiek wspólnego z tym, że ubrała nas w dodające moc koszulki Made in Lord Vader, a w sobotę oddała mi 30 zł i dodatkowo ufundowała niemiecki placuszek ze śliwkami oraz zimne piwko!

 

Waldemar - tu zacytuję nestora zielonogórskiego dziennikarstwa sportowego - jest odzwierciedleniem tezy, że dla niektórych ludzi czas stanął w miejscu. Jego młodzieńczą formę fizyczną nawet jestem w stanie zrozumieć i ścierpieć. Ale na łopatki rozkłada mnie Waldemara dystans do rzeczywistości oraz podejście do spraw ważnych, nie mylić z ważniejszymi. Jest w nim chłopięca fantazja! Zapytajcie mnie przy najbliższej okazji o historię, jak Waldemar poszedł do sklepu, by kupić słuchawki...

Taką mam jeszcze do niego słabość, że we dwóch tworzymy pewien nieformalny fanclub. Ale to nasza głęboko skrywana tajemnica. O nią nie pytajcie!

 

Zbigniew. Hmm... Konwencja panuje niby taka, żeby o każdym napisać coś miłego. Ale w tym wypadku - wierzcie, że bardzo staram się - naprawdę będzie ciężko. Jak tak się tak z całych sił zastanowię, to może jednak wyszperam jedną rzecz. Otóż Zbigniew po biegu pożyczył mi pod natryskiem swoje mydło i ugryzł się w język, gdy już chciał rzec: - Tylko nie zużyj za dużo!

No dobrze, chyba wiadomo, że się droczę, bo tak serio Zbigniew wykonał dla nas najtrudniejszą robotę. Stanął do walki wśród asów atutowych wszystkich drużyn. I jak dla mnie, to on tej walki nie przegrał. Pod wrażeniem jestem, jaki postęp zrobił przez ostatni rok.

 

Na sam koniec krótko o człowieku, którego wszyscy przecież doskonale znacie i cenicie za punktualność. Na pierwszej zmianie człowiek ów obiecał sobie, że musi wyprzedzić ośmiu konkurentów. I wyprzedził ośmiu. Tym rozochocony, na drugiej najdłuższej swojej zmianie, obiecał sobie, że musi wyprzedzić 10 konkurentów. Ale wtedy wyprzedził tylko jednego. Dlatego na trzeciej zmianie ów człowiek już niczego sobie nie obiecywał. Bardzo słusznie zresztą, bo - jak się później okazało - nie wyprzedził już nikogo. Na mecie odebrał nagrodę dla najskromniejszego uczestnika biegu.

atom

PS

Zwykle po biegu „Od ratusza do ratusza” redakcję naszej gazety zasypują listy z pytaniami od czytelników: Dlaczego szybki jak strzała Maciek Jasek znów nie biegł z wami w drużynie? Uprzedzając lawinę kolejnych dociekań, oświadczam:

Tylko strach przed Urzędem Skarbowym, którego Maciek jest najbardziej kąśliwym żądłem, oraz błogosławiony stan szanownej małżonki Maćka - Sylwii powstrzymują mnie przed otwartym komentarzem w tej sprawie.

A trzeba wam wiedzieć, że w ubiegłym roku Maciek poprzestał „jedynie” na zdradzie drużyny. Natomiast w tym roku - nie dość, że znów zdradził, to jeszcze na ostatniej zmianie podjudzał niejakiego Mariana, żeby odebrał nam 40. miejsce, na które w pocie czół harowaliśmy.

I Marian nam odebrał.

Bardzo dziękujemy ci, Maćku...

Drugi PS

W drodze powrotnej gadaliśmy m.in. o tym, ile czasu mogłoby nam zabrać ponowne przebiegnięcie 100 km bez specjalnego odpoczynku po pierwszej setce. Proszę (jeszcze) nie wzywać psychiatry. Tylko tak sobie gadaliśmy...

03:27, lu.woznicki
Link Komentarze (5) »
środa, 09 lipca 2014

Gdyby przypadkiem zdarzyło się tak, że ktoś jeszcze zagląda na nasz blog, informuję, że w czwartek (10 lipca) wyjątkowo nie biegamy po wzgórzach.

O godz. 18.30 zapraszamy na parking obok stadionu MOSiR przy ul. Sulechowskiej. Przygotujcie czas i siły na długi, ale za to ciekawy i pełen przerw trening ;)

atom

11:59, lu.woznicki
Link Komentarze (4) »
niedziela, 29 czerwca 2014

Brawa dla Bractwa Biegaczy za rekordową Parszywą
12. I brawa dla wszystkich, którzy zmierzyli się z trasą, rywalami i swoimi
słabościami. Startowaliście? Jesteście ciekawi, jak to wyglądało?

http://www.zielonagora.sport.pl/sport-zielonagora/1,130887,16241685,Bohaterowie_Parszywej_Dwunastki__WIELKA_GALERIA_.html

23:47, lu.woznicki
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 51
↑ top | | design by kate_mac